Mistrz świata WBO kategorii super średniej (super middleweight), Billy Joe Saunders (30-0-0) nie ma zamiaru zbyt długo czekać z powrotem na ring i już w lutym chciałby zmierzyć się w swojej kolejnej walce z Demetriusem Andrade (29-0-0). Brytyjczyk ostatnio był między linami początkiem grudnia ubiegłego roku, kiedy to pokonał jednogłośną decyzją sędziów Martina Murray’a (39-6-1) na gali w Londynie.
- Jestem zdecydowanie pewny, że pokonam go przez zimny nokaut, jestem bardzo pewny siebie. Uwielbiam boksować z mańkutami, uwielbiam walczyć z zawodnikami o takim stylu. Mam bardzo dobre wyniki w walkach z leworęcznymi, chciałbym usunąć go w cień. Eddie Hearn! Zróbmy taką walkę. Zróbmy to, rock and roll! Odpuść tytuł WBO w kategorii średniej, awansuj, powiedz do WBO, że idziesz kategorię wyżej i możemy to zrobić. Zwakuj pas i awansuj, już będziesz obowiązkowym pretendentem. Przyjdź i zdecyduj się. Ja mógłbym zejść do średniej, ale po co miałym chcieć cofać się dywizję niżej, skoro wszystkie opłacalne finansowo walki toczą się w super średniej. Wszystkie wielkie talenty poszły do super średniej. – powiedział w stronę Andrade, Saunders dla IFL TV.
Wojna na słowa pomiędzy dwoma pięściarzami toczy się już tak naprawdę od kilku lat. Gdy od ich walki dzieliło już naprawdę niewiele w 2018 roku, Saunders został przyłapany na stosowaniu dopingu, w związku z czym został zawieszony. Jeszcze kilka miesięcy temu, Andrade oskarżał Saundersa o to, że ten się go boi i dlatego walka nie może dojść do skutku. Z kolei Brytyjczyk uważa zupełnie odwrotnie – to Andrade boi się jego, dlatego pojedynku jak nie było tak nie ma. Wygląda na to, że tymi słowami Saunders zaczyna z powrotem podgrzewać atmosferę wokół własnej osoby oraz Andrade, a pytanie brzmi czy obaj zawodnicy mają faktycznie szansę, aby spotkać się ze sobą w lutym, na co liczy (przynajmniej według tego co mówi) Saunders. Ciężko bowiem wyobrazić sobie, że będący obecnym mistrzem świata WBO kategorii średniej Andrade, pójdzie kategorię wagową wyżej, odbędzie obóz przygotowawczy, a w lutym stoczy z Saundersem walkę o mistrzostwo świata w dywizji, w której jeszcze jak dotąd nigdy nie startował (nie licząc drugiej walki w zawodowej karierze, która odbyła się w limicie kategorii super średniej). Końcem tego miesiąca minie rok, kiedy ostatnio Andrade pojawił się między linami, broniąc mistrzowskiego pasa przeciwko Luke’owi Keelerowi (17-3-1), którego po totalnej dominacji, znokautował w dziewiątej rundzie.
Kolejnym pięściarzem na liście Saundersa jest Saul “Canelo” Alvarez (54-1-2), z którym Brytyjczyk chciałby zmierzyć się w maju, i o ile pomysł na walkę z Andrade wydaje się być wręcz irracjonalny i bez żadnego pokrycia, pojedynek z Canelo jest już jak najbardziej możliwy. Można stwierdzić nawet, że to Meksykanin “przyjdzie” do Saundersa, a nie na odwrót. Obaj pięściarze mieli spotkać się ze sobą już w maju zeszłego roku, a kontrakt był już ponoć na stole. Górę wzięła wtedy jednak sytuacja epidemiologiczna, która przekreśliła plany Saundersa, mającego nadzieję na wypłatę życia. Można rzec: co się odwlecze, to nie uciecze. 19 grudnia Canelo pokonał na gali w Teksasie Calluma Smitha (27-1-0), odbierając mu pas mistrza świata WBA, zgarniając przy okazji wakujący tytuł WBC dywizji super średniej. Po walce Meksykanin poinformował, że planuje zadomowić się na dłużej w tej kategorii wagowej, a jego celem jest zdobycie wszystkich tytułów mistrza świata. W związku z czym, będący jednym z mistrzów Saunders, znajdzie się prędzej czy później, a raczej prędzej na celowniku Alvareza, który zamierza jeszcze w tym roku zdobyć wszystkie tytuły w dywizji super średniej.
Wiele wskazuje na to, że pierwszym z dwóch mistrzów, z którym Canelo będzie chciał się zmierzyć, jest właśnie Saunders. Trzeci i ostatni czempion federacji IBF, Caleb Plant (20-0-0), na koniec stycznia ma zaplanowaną obowiązkową obronę z doświadczonym Calebem Truaxem (31-4-2), poza tym potwierdził on jakiś czas temu, że do jego walki z Canelo na pewno nie dojdzie w maju, więc na ten moment, temat można uznać za zamknięty. Promujący Saundersa, Eddie Hearn mocno naciskał na walkę z Alvarezem już rok temu, ale ze względu na wspomnianą wcześniej pandemię, walka nie mogła się odbyć. Brytyjski promotor bardzo chciałby zestawić swojego pięściarza z Canelo, który ma już ten komfort, że jest wolnym agentem i nie musi martwić się o to dla jakiej stacji daje swoje walki.