Były mistrz świata kategorii super średniej (super middleweight), David Benavidez (24-0-0) powrócił w sobotni wieczór między liny po blisko siedmiomiesięcznej przerwie i bez żadnych problemów uporał się z Ronaldem Ellisem (18-2-2), kończąc walkę w jedenastej rundzie, po przerwaniu przez sędziego, Johnny’ego Callasa. 

Nie martwiłem się o rundy. Zapytałem tylko tatę, która to runda, aby móc wcisnąć gaz. Kiedy powiedział mi, że to jedenasta runda, pomyślałem “o cholera”, więc musiałem naciskać. W ogóle nie byłem zmęczony. Tak właśnie działają treningi w Big Bear (Kalifornia). To dodaje niesamowitej wytrzymałości. – mówił po walce Benavidez. 

W sobotniej walce, Benavidez imponował niezwykle szybkimi kombinacjami, choć jego rywal wykazywał się dużą walecznością. Pięściarz twierdzi jednak, że i tak musi poprawić częstotliwość zadawania ciosów. 

Jest jeszcze sporo do zrobienia. Chcę zadawać sto ciosów na rundę. Czuję, że siedemdziesiąt to za mało. Chcę być doskonałym zawodnikiem. Big Bear to moje ulubione miejsce. Chcę tam trenować, tak jak robili to moi idole. – powiedział Benavidez. 

Pokonując Ellisa, 24-latek z Arizony zyskał status obowiązkowego pretendenta do tytułu mistrza świata WBC, który należy do Saula “Canelo” Alvareza (55-1-2). Prędko do jego walki z Meksykaninem chyba nie dojdzie, bowiem ten ma zaplanowany na maj pojedynek z Billy’m Joe Saundersem (30-0-0), a jeśli wygra, odbierze mu pas WBO i zaatakuje ostatni z mistrzowskich tytułów, IBF, w którego posiadaniu znajduje się Caleb Plant (21-0-0). 

źródło wypowiedzi: boxingscene