Pierwszy dzień bieżącego tygodnia z pewnością na długo zostanie w pamięci byłego mistrza świata kategorii super lekkiej (super lightweight) Amira Khana (34-6-0). Według relacji samego pięściarza, którą podzielił się za pośrednictwem Twittera, w poniedziałkowe popołudnie szedł jedną z ulic Londynu wraz ze swoją żoną Faryal, aż w pewnym momencie podbiegło do nich dwóch mężczyzn, nakazując Khanowi oddać zegarek. Co więcej, według 35-latka napastnicy celowali do niego z broni palnej.

Właśnie zabrano mi zegarek, gdy mieli mnie na muszce, we wschodnim Londynie. Szedłem ulicą wraz z Faryal, na szczęście ona była kilka kroków za mną. Podbiegło do mnie dwóch facetów i z wycelowanym w moją twarz pistoletem zażądali, abym oddał im mój zegarek. Najważniejsze, że oboje jesteśmy bezpieczni. – przekazuje Khan.

Póki co rzekomych zdarzeń nie potwierdziła policja. Amir Khan to pięściarz, którego absolutnie nikomu nie trzeba przedstawiać. Pięściarz z Boltonu w 2009 sięgnął po swój pierwszy tytuł mistrza świata kategorii super lekkiej, pokonując jednogłośną decyzją sędziów Andriy’a Kotelnika (32-4-1). Po pięciu udanych obronach, Khan odniósł dwie porażki z rzędu, pierwszą w walce przeciwko Lamontowi Petersonowi (35-5-1), a drugą w konfrontacji z Danny’m Garcia (36-3-0). Następnie przeniósł się do dywizji półśredniej (welterweight), gdzie co prawda miał okazję walczyć o mistrzowski pas, jednakże przegrał przed czasem z Terence’m Crawfordem (38-0-0).

Później między linami pojawił się tylko raz w 2019 roku, wygrywając przez nokaut z Billy’m Dibem (48-6-0). Do ringu powrócił lutym bieżącego roku po ponad 2.5 letniej przerwie, a jego rywalem był Kell Brook (40-3-0). Khan przegrał przez techniczny nokaut w szóstej rundzie, będąc cieniem samego siebie sprzed kilku lat. Pięściarz ogłosił następnie, iż stracił już miłość do uprawiania boksu i więcej między linami możemy go już nie zobaczyć. Nie ma jednak wątpliwości, że w przyszłości dostanie on jeszcze na pewno kilka ciekawych ofert.

Autor: Michal Adamczyk