Chris Colbert (16-0-0) pokonał w ubiegłą sobotę Tugssogta Nyambayara (12-2-0) jednogłośną decyzją sędziów na gali w w Carson (Kalifornia, Stany Zjednoczone) i zdobył tymczasowy tytuł WBA, kategorii super piórkowej (super featherweight). Po walce pięściarz z Brooklynu wyjawił z kim chciałby zmierzyć się w kolejnej walce.

Ja kontra Leo Santa Cruz, bardzo bym tego chciał. On ma ogromną ilość fanów, jest mistrzem czterech dywizji, a ja jestem przyszłym mistrzem świata. Piekielnie dobry zawodnik. Pokonam go, bez żadnego szacunku. To byłaby piekielnie dobra walka i zaszczyt dla mnie, aby z nim walczyć. – mówił Colbert na konferencji prasowej zaraz po walce.

Rywalem 24-letniego pięściarza miał być początkowo Yuriorkis Gamboa (30-4-0), który ostatecznie musiał wycofać się z pojedynku z powodu kontuzji. Zwycięstwo nad byłym mistrzem świata z Kuby z pewnością bardziej pomogłoby Colbertowi, niż wiktoria nad Nyambayarem, choć jego pięściarska przyszłość i tak kreuje się w bardzo ciekawych kolorach. Nowojorczyk bardzo chciałby zmierzyć się z Gervontą Davisem (26-0-0), choć zdaje sobie on sprawę z tego, że na ten moment jest to niemożliwe.

Nie wybierałem i nie wybieram sobie przeciwników. Kogokolwiek postawią przede mną, wychodzę i ich biję. Co do Davisa, to nie jest walka, która się niebawem odbędzie, bo nie zarobi on teraz pieniędzy. Żeby to miało sens, musi zarabiać pieniądze. Ja i Gervonta pewnego dnia się spotkamy i damy świetną walkę. Bardzo chciałbym, aby pewnego dnia do tego doszło. – powiedział Colbert.