Cóż za noc w Las Vegas (Nevada, Stany Zjednoczone)! Podczas gali w tamtejszej T-Mobile Arena, Tyson Fury (31-0-1) nokautuje w jedenastej rundzie Deontay’a Wildera (42-2-1) i broni po raz pierwszy w karierze tytułu mistrza świata federacji WBC kategorii ciężkiej (heavyweight). Pojedynek niewątpliwie będzie aspirował do miana “walki roku” ze względu na okoliczności jakie mu towarzyszyły.
Wilder zaczął agresywnie, choć zaliczył deski z rąk “Gypsy Kinga” już w drugiej odsłonie walki. Następnie to Fury leżał dwukrotnie w czwartej rundzie i na jego szczęście usłyszał gong, ktory być może uratował go przed ewentualną porażką. Fury “obudził się” w drugiej połowie walki, która należała już zdecydowanie do niego. Anglik w siódmej rundzie ponownie położył Wildera, który wstał i dzielnie kontynuował pojedynek – to samo spotkało go ponownie w dziesiątej rundzie, choć i z tego Amerykanin zdołał się wykaraskać. W jedenastej rundzie Fury nie zostawił wątpliwości i znokautował Wildera, dzięki czemu po raz pierwszy w karierze obronił tytuł mistrza świata, kończąc trylogię pod tytułem “Fury vs Wilder”.