Sobotnia noc była niezwykle udana dla Jermalla Charlo (32-0-0). Pięściarz z Houston (Teksas, Stany Zjednoczone) pokonał w swoim rodzinnym mieście Juana Maciasa Montiela (22-5-2) i po raz czwarty obronił tytuł mistrza świata federacji WBC, kategorii średniej (middleweight). Charlo bez żadnych problemów uporał się z Meksykaninem, wygrywając jednogłośną decyzją sędziów. Montielowi nie można jednak zarzucić słabej postawy, bowiem w ringu zostawił całe swoje serce. 

Widziałem te tłumy, które były za mną, to moje miasto. To już jest za mną, mam jeszcze wiele do zrobienia. Trzeba było prawdziwego wojownika, aby wyszedł ze mną do ringu. W każdej rundzie walczył tak dobrze jak mógł. Widziałem od początku po jego oczach, że jest prawdziwym wojownikiem i chce walczyć. Nie miało znaczenia ile go trafiałem, on chciał więcej. – powiedział po walce Charlo. 

31-letni pięściarz w pierwszej połowie bardzo mocno napierał na Montiela, jednakże nie udało mu się go złamać. Później Meksykanin przypomniał o sobie i nie pozwolił wygrać Charlo przed czasem, stawiając mocny opór, co więcej Amerykanin zakończył walkę z rozciętym łukiem brwiowym, co nigdy wcześniej mu się nie zdarzyło.