W ostatnią sobotę, George Kambosos (20-0-0) zaszokował cały bokserski świat i wygrał z Teofimo Lopezem (16-1-0), na gali w Madison Square Garden w Nowym Jorku (New York, Stany Zjednoczone). Australijczyk triumfował na pełnym dystansie, wygrywając niejednogłośną decyzją sędziów, dzięki czemu odebrał Lopezowi trzy tytuły mistrza świata, federacji WBO, WBA, IBF, a także pas WBC Franchise. Kambosos znajduje się zatem na szczycie dywizji lekkiej (lightweight), jednakże interesują go tylko duże pojedynki. 

Teraz jestem królem. Musiałem naprawdę zasłużyć na te pasy. Moja następna walka odbędzie się w Australii, na stadionie mieszczącym osiemdziesiąt tysięcy ludzi. I to z wielkimi nazwiskami. Devin Haney musi dobrze wypaść w ten weekend. Będę to oglądał i jeśli będzie to dobrze wyglądało, usiądziemy i załatwimy sprawę, aby to zorganizować. Zawsze chcę tego co najlepsze. Chcę największych wyzwań i nadal będę szokował świat. Uważam, że to ma najwięcej sensu. – powiedział Kambosos. 

Australijczyk już przed walką z Lopezem wspominał, że jest w kontakcie z Devinem Haney’em (26-0-0) i jeśli obaj wygrają swoje najbliższe walki, zrobią wszystko, aby spotkać się ze sobą w konfrontacji o wszystkie cztery tytuły. Kambosos swój plan już wykonał, Haney zaś w najbliższą sobotę stanie do swojej trzeciej obrony pasa WBC, a jego przeciwnikiem będzie Joseph Diaz (32-1-1), który jeszcze do niedawna startował w dywizji super piórkowej (super featherweight). Popularny “JoJo” w swoim debiucie w kategorii lekkiej, w lipcu bieżącego roku, zdecydowanie pokonał Javiera Fortunę (36-3-1), przystępując do walki w ramach zastępstwa za Ryana Garcię (21-0-0), który wycofał się z walki na niewiele ponad dwa miesiące przed jej terminem, tłumacząc się kontuzją. 

źródło wypowiedzi: boxingscene