Rok 2025 na światowych ringach przypomniał jedną z najbardziej podstawowych prawd boksu zawodowego. Żaden status, nazwisko ani przedwalkowa narracja nie wygrywają pojedynków. Kilka walk całkowicie wymknęło się prognozom ekspertów i bukmacherów, stając się symbolami nieprzewidywalności tego sportu.

Jedną z największych sensacji roku było zwycięstwo Rolando Romero (17-2-0) nad Ryanem Garcią (24-2-0). Romero wchodził do ringu jako wyraźny underdog, a kursy i narracja medialna jednoznacznie wskazywały Garcię jako faworyta. Tymczasem to Romero konsekwentnie realizował swój plan, neutralizował atuty rywala i ostatecznie wygrał jednogłośną decyzją sędziów. Był to jeden z tych wyników, które po końcowym gongu zmuszają środowisko do zadania sobie pytania, jak bardzo przedwalkowe założenia potrafią rozmijać się z ringową rzeczywistością.

Równie dużym echem odbiła się europejska sensacja z udziałem Ekowa Essumana (22-2-0) i Josha Taylora (19-3-0). Ten drugi, wracał do ringi jako były w pełni zunifikowany mistrz świata dywizji super lekkiej (super lightweight), walcząc przed własną publicznością i będąc wyraźnym faworytem. Essuman był postrzegany jako rywal „do odbudowy”, element przejściowy w planach dalszej kariery Szkota. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna dla tych założeń. To Essuman narzucił swoje warunki i wyszedł z pojedynku zwycięsko, zapisując na swoim koncie jedno z najbardziej nieoczekiwanych zwycięstw na europejskich ringach w 2025 roku. Warto zaznaczyć, że dla Taylor była to pierwsza, i jak się okazało ostatnia walka w kategorii półśredniej (welterweight), bowiem następnie Szkot oficjalnie ogłosił zakończenie sportowej kariery. 

Trzecim wyraźnym przykładem ringowej niespodzianki było zwycięstwo Jose Armando Resendiza (16-2-0) nad Calebem Plantem (23-3-0). Plant, były mistrz świata organizacji IBF w wadze super średniej (super middleweight), przystępował do walki jako zdecydowany faworyt, a Resendiz miał pełnić rolę bezpiecznego rywala, który nie zakłóci długofalowych planów promotorskich. Tymczasem Meksykanin wykorzystał swoją szansę, wygrał jednogłośnie na punkty i jednym wieczorem wywrócił całą przedwalkową układankę. Wynik ten został powszechnie określony jako jedna z największych niespodzianek całego roku.

Boks po raz kolejny udowodnił, że lekceważenie ryzyka i rutyna bywają równie groźne jak ciosy przeciwnika, a status faworyta nie daje żadnych gwarancji. To właśnie takie walki sprawiają, że mimo swojej struktury i przewidywalnych mechanizmów, boks zawodowy wciąż potrafi zaskakiwać. 

Autor: Michał Adamczyk – redaktor naczelny

Kontakt: boxingzone2020@gmail.com