Sam Colonna to włosko-amerykański trener bokserski znany ze współpracy przede wszystkim z takimi pięściarzami jak Angelem Manfredym, Angelem Hernandezem, Vaughnem Beanem i oczywiście Andrzejem Gołotą. Ale to wąskie grono gladiatorów. Pan Colonna miał pod opieką jeszcze wielu innych fighterów z dużymi celami. Przez prawie 20 lat Sam prowadził słynną salę treningową “Windy City Gym” w Chicago (stan Illinois, USA). Pod okiem Colonny słynny Andrew miał swój początek na zawodowych ringach (wygrał pierwsze 21-22 zawodowych walk pod wodzą Sama).  


Andrzej oficjalnie wznowił współpracę z Samem w 2003 roku gdy przygotowywał się do pojedynku z Brianem Nixem po prawie trzyletniej przerwie od boksu. Od tamtej pory Colonna stawał w narożniku idola milionów Polaków aż do końca (w zasadzie) kariery swojego podopiecznego choć tak naprawdę zawsze pomagał trenować Polaka. Po raz ostatni Sam oficjalnie pojawił się w narożniku Gołoty gdy ten drugi stoczył przedostatnią zawodową walkę w Łodzi z Tomaszem Adamkiem. Jako, że Sam Colonna jest związany tyle lat z dumą Polski których losy osobiście śledzę od ponad dwóch dekad, śmiem twierdzić że to Colonna najbardziej zna Polaka niż ktokolwiek inny ze środowiska bokserskiego. Podczas walki Byrd-Gołota (w trakcie przerwy pomiędzy pewnymi rundami) Sam do bohatera znad Wisły powiedział “Andrzej, spójrz na mnie, robisz to dla swoich dzieci.” Niezwykle dbał o naszą ikonę.


Nie przedłużając, oto rzeczy które miał do powiedzenia szanowany szkoleniowiec we wczorajsze środowe popołudnie.

Jak się Pan w ogóle zainteresował boksem po raz pierwszy? 


Zacząłem mieć styczność z boksem dzięki przyjacielowi z Włoch. Było to tak że nie widziałem się z nim przez długi czas a on później przybył do Stanów Zjednoczonych i został bokserem o czym nawet nie wiedziałem. Później on powiedział do mnie “pokaż mi jak wygląda tu sala bokserska.” Byliśmy już wtedy dorośli no i pokazałem mu ową salę. A on mi zaczął na tej sali pokazywać wskazówki ringowe. Później musiał on wrócić do Włoch a ja przy tym boksie zostałem. Robiłem to przez chwilę i po jakimś czasie – nie wiem czy ktoś o tym wie – zostałem postrzelony i musiałem przestać partycypację  w boksie; muszę chodzić z takim stabilizatorem co trwa już prawie 40 lat i ta kula jest jeszcze w moich plecach. I dlatego zostałem trenerem – chciałem odpłacić to czego nie mogłem sam robić.

Jacy bokserzy stanowili inspirację dla Pana?

Dorastałem oglądając walki Raya “Boom Boom” Manciniego; dzisiaj Ray jest nawet moim dobrym przyjacielem, nawet spotkaliśmy się razem na weselu dwa tygodnie temu. Również bardzo uwielbiam Roberto Durana, jeden z moich ulubionych pięściarzy w historii. Posiadał dużo umiejętności, pound-for-pound chyba jeden z najlepszych zawodowców których kojarzę. 

Ze wszystkich fighterów których Pan prowadził, czy potrafi Pan wymienić tego absolutnie najlepszego?


Pound-for-pound jeśli chodzi o talent a wolałbym żeby tylko jego mentalność była inna, byłby Andrzej Gołota. Pound-for-pound posiadał on chyba najwięcej umiejętności spośród wszystkich pięściarzy których trenowałem. Tylko jak już wkroczył do ringu to jego emocje przeszkodziły i wstrzymały go od zostania najwybitniejszym bokserem w dziejach. W moich oczach; naprawdę wierzę, że tak by się stało. Andrzej nie mógł tego wszystkiego poskładać do kupy chociaż na jedną walkę przez swoje emocje; był on bardzo, bardzo utalentowanym pięściarzem. Posiadał jeden z najlepszych ciosów prostych w boksie. Nikt w tamtym czasie [lata 90.] nie mógł dorównać jego prostemu ciosowi. Ale pozostawał niedoceniony przez tą wsp. stronę mentalną. Gdy cofniemy się na początek lat 90. i zajrzymy do pewnej edycji czasopisma “The Ring” to zauważymy już na pierwszych stronach nagłówek “The Best Kept Secret In Boxing: Andrew Golota and Kenny Bowman.” Obydwaj byli moimi podopiecznymi. Bowman boksował w wadze średniej. On niestety zaczął mieć do czynienia z narkotykami; miał na horyzoncie walkę o tytuł mistrza świata. Jednak nigdy nie zdał badań. Był wtedy niepokonany, z czasem stał się sparingpartnerem Roya Jonesa Juniora. Kenny powalczył trochę, wygrał jakiś tam tytuł, ale nie mógł jednak życia sobie ułożyć przez te narkotyki. Gdy Bowman był niepokonany, miał z nami jeszcze podpisany kontrakt, ale zwróciliśmy mu z powrotem. Duża strata. Wiele czasu mu poświęciłem. 

Chyba wszyscy możemy się zgodzić, że Gołota został okradziony na kartach sędziowskich w walkach z Byrdem i Ruizem. Jednak to nie tylko Andrew został okradziony, ale ostatecznie cały polski boks został okradziony z pierwszego i prawdopodobnie jedynego mistrza świata wagi ciężkiej jakiego mógł mieć. Dlatego to ma silne reperkusje dla historii polskiego boksu. Jak Pan myśli, dlaczego tak naprawdę Andrzeja tak potraktowali sędziowie ringowi w pojedynkach, w których większość ekspertów uważała, że Polak wygrał? Czy Pana zdaniem był to spisek, który miał sprawić, że Polak musi przegrać w Madison Square Garden?


Bardzo ciężko powiedzieć. Nie wiem co sędziowie mieli na uwadze i dlaczego tak się stało. Nadal uważam, że werdykty nie były sprawiedliwe ale stały się faktem, niestety. Dlaczego? Naprawdę nie wiem dlaczego. Jeżeli już, to pomyślałbym sobie, że powinni przyznać zwycięstwo białemu bokserowi w takich walkach ponieważ biały by przyciągał tłumy, zapewniłby walki które by się sprzedały, byłby nieobliczalny – nie było wiadomo co następnie zrobi w ringu. Andrzej to wszystko miał. Czy szło dobrze czy źle, ludzie i tak przychodzili Andrzeja oglądać w akcji. Na walkę Gołota-Adamek w Polsce więcej ludzi czekało w kolejce żeby dostać się do środka niż było ludzi zgromadzonych w samej arenie. I to nie dzięki Adamkowi tylko dzięki Gołocie. Do tamtego pojedynku nigdy nie powinno było dojść. Mowa o starym Gołocie naprzeciwko młodego byka. To nie w porządku, ale jednak doszło do tej konfrontacji. Ale kim ja jestem żeby pytać “dlaczego do tej walki dopuszczono?” Chciał Gołota walkę więc doszło do niej. Ale Gołota mentalnie nie był przygotowany do tego starcia. 

Polski pięściarz Dawid Bosak stoczył dopiero dwie zawodowe walki i ciężko wiele powiedzieć na temat jego kariery. Ale co może nam Pan powiedzieć o potencjale i przyszłości Dawida w boksie?

…Dawid to bardzo silny facet który musi zaczynać. Naprawdę ma kawał dobrej przyszłości przed sobą ale boks to jak gra w szachy – musisz wykonać odpowiednie kroki w odpowiednim czasie. Myślę, że Dawid potrzebuje kogoś, kto poprowadzi go i zostanie jego menedżerem; na chwilę obecną Dawid próbuje wszystko ogarniać samodzielnie. Dawid musi związać się z wyznaczonymi przez siebie ludźmi i zostać z nimi. Jestem otwarty na to, żeby jemu pomagać. ale on też ma jeszcze innych ludzi którzy chcą mu pomagają. A tak jak Dawid sparuje i walczy to nie lękałbym się wystawić jego z kimkolwiek w tym ringu, prawdę powiedziawszy. Ja bym się dopytwały obozy rywala czy są pewni że chcą walki z Bosakiem, bałbym się o rywala Polaka. Dawid bije tak mocno, że to strach. A w kondycji jest fenomenalnej. Jego ciało jest normalnie wyrzeźbione. Ciało Dawida można porównać do tych postaci z filmu “300.” Jest tak zbudowany że aż trudno uwierzyć. Myślę, że jego kariera może ruszyć ale ktoś musi pomóc temu ruszeniu bo w sposób jaki przebiega obecnie to ta kariera nie wystartuje odpowiednio…