Były mistrz świata kategorii super półśredniej (super welterweight), Liam Smith (31-3-1) w spektakularnym stylu znokautował w swojej ostatniej walce Jessie’ego Vargasa (29 -4-2), dzięki czemu awansował już na bardzo wysokie pozycje w światowych rankingach kategorii do 154 funtów. 33-letni pięściarz z Liverpoolu (Anglia) chciałby zmierzyć się z niekwestionowanym mistrzem świata Jermellem Charlo (35-1-1), choć zdaje sobie on sprawę z tego, że jeśli chce liczyć na kolejną mistrzowską szansę, będzie musiał uzyskać status obowiązkowego pretendenta z ramienia WBC, oraz WBO. W przeciwnym razie ciężko spodziewać się, iż Charlo wybierze Smitha jako zawodnika na dobrowolną obronę, z czego Anglik doskonale zdaje sobie sprawę.
– Zajmuję obecnie drugie miejsce w rankingu WBO, oraz czwarte w WBC, wobec czego będę naciskał, aby startować do walki o tytuł z ramienia jednej z tych federacji. Jeśli wypracuję sobie obowiązkową pozycję, będzie musiał walczyć, choć póki co tak jeszcze nie jest. – mówi Smith dla FightHub.
Z racji tego, że Charlo znajduje się w posiadaniu wszystkich czterech pasów (WBC, WBO, WBA, IBF) kategorii super półśredniej, naturalnym jest, iż dla Smitha nie ma znaczenia z ramienia której federacji będzie startował, gdyż wszystkie drogi prowadzą do amerykańskiego czempiona. Anglik, chcąc przyspieszyć proces obowiązkowej pozycji, wyraża chęć walki z obecnym numerem jeden i głównym pretendentem WBO, Timem Tszyu (21-0-0).
– O tej walce mówi się od jakiegoś czasu. Tszyu ma takie samo nastawienie – chce walczyć ze mną o to, kto następnie powalczy o tytuł, choć ma już obecnie status obowiązkowego pretendenta. Nie zaryzykuje walki ze mną, jeśli następnie dostanie szansę walki o mistrzowski pas. Wszystkiego czego może być pewien to to, że mogę z nim walczyć. – dodaje.
Nic dziwnego, że Smith wyraża chęć walki z Tszyu, gdyż przy zwycięstwie nad Australijczykiem może jedynie zyskać. Charlo w następnej kolejności ma ponoć bronić mistrzowskiego pasa IBF, wobec czego Tszyu prawdopodobnie będzie musiał jeszcze zaczekać, a ryzyko porażki ze Smithem rzecz jasna istnieje. Gdyby jednak do takiej konfrontacji doszło, zwycięzca miałby żelazne argumenty do tego, aby jak najszybciej dostać szansę walki o tytuł mistrza świata.
– Jeśli Jermell Charlo będzie walczyć z Timem Tszyu, następny w kolejce do pasa WBO jestem ja. Jeśli jeszcze Tim by to wygrał, wtedy będę obowiązkowym pretendentem. Będzie na pewno ciekawie, ale pożyjemy, zobaczymy. – powiedział Liam Smith.
Autor: Michal Adamczyk