W historii światowego boksu są nazwiska, które wykraczają poza sport. Stanley Ketchel (51-4-4), znany jako „Michigan Assassin” (zabójca z Michigan), był jednym z nich – człowiekiem, którego życie przypominało filmową opowieść o drodze z nędzy na szczyt, pełną przemocy, odwagi, chwały i tragicznego końca. Ale niewielu wie, że w żyłach jednego z największych wojowników początku XX wieku płynęła również polska krew.

Początki: syn polskich imigrantów

Stanley Ketchel przyszedł na świat 14 września 1886 roku w Grand Rapids, w stanie Michigan. Jego prawdziwe nazwisko brzmiało Stanisław Kiecal – rodzice, imigranci z terenów zaboru rosyjskiego, przybyli do Stanów Zjednoczonych w poszukiwaniu lepszego życia. Jak wielu Polaków w tym czasie, ciężko pracowali w fabrykach i na farmach, próbując odnaleźć się w nowym świecie. To właśnie w tej trudnej rzeczywistości dorastał młody Stanisław, od dziecka ucząc się, że o wszystko trzeba walczyć – dosłownie i w przenośni.

Droga wojownika: od ulicy do mistrzostwa

Ketchel uciekł z domu jako nastolatek i rozpoczął życie włóczęgi, bijąc się w barach, na ulicach i w prowizorycznych ringach w Teksasie. Był nie tylko nieustraszony, ale też wyjątkowo brutalny – jego styl bazował na nieustannym ataku, sile i odporności. W wieku zaledwie 20 lat zdobył tytuł mistrza świata w wadze średniej, stając się jednym z najmłodszych czempionów w historii. Jego pojedynki z Billym Papke (38-11-7) czy Joe Thomasem (27-15-7) przeszły do legendy, a cała seria dramatycznych bitew z Papke do dziś uznawana jest za jedną z najbardziej brutalnych rywalizacji epoki. Krążyły nawet plotki, że przed swoimi walkami, Ketchel wysyłał wcześniej listy do matki, informując ją, że wygrał, aby ta nie musiała martwić się martwić o zdrowie syna.

Starcie z olbrzymem: pojedynek z Jackiem Johnsonem

W 1909 roku Ketchel postanowił rzucić wyzwanie samemu Jackowi Johnsonowi (53-11-8) – pierwszemu czarnoskóremu mistrzowi świata wagi ciężkiej. Różnica wagi wynosiła kilkadziesiąt funtów, ale Polak nie zamierzał się cofnąć.W 12. rundzie sensacyjnie posłał Johnsona na deski potężnym prawym sierpowym. Wściekły czempion wstał i chwilę później znokautował Ketchela jednym z najcięższych ciosów w historii tamtej ery. Choć przegrał, Michigan Assassin zyskał nieśmiertelny szacunek – był jedynym średnim, który potrafił realnie zagrozić gigantowi wagi ciężkiej.

Ketchel i jego rywalizacja z Johnsonem

Tragiczny koniec legendy

Kariera Ketchela zakończyła się w momencie, gdy mogła osiągnąć swój największy rozkwit. 15 października 1910 roku został zastrzelony w wieku zaledwie 24 lat na ranczu w Missouri przez człowieka o imieniu Walter Dipley – kochanka kobiety, z którą Ketchel miał rzekomo romans. Śmierć młodego mistrza wstrząsnęła światem boksu. Na jego pogrzeb przybyły tysiące ludzi, a w prasie pisano o nim jako o „najdzielniejszym wojowniku, jakiego znały amerykańskie ringi”.

Dziedzictwo polskiego asa

Do dziś Stanley Ketchel uważany jest za jednego z największych pięściarzy w historii kategorii średniej. W 1990 roku został wprowadzony do Międzynarodowej Bokserskiej Galerii Sław, a jego nazwisko nadal pojawia się w zestawieniach najbardziej brutalnych, nieustępliwych i charyzmatycznych pięściarzy wszech czasów. Choć w historii zapisał się jako amerykański mistrz, jego prawdziwe nazwisko, Stanisław Kiecal – przypomina o polskich korzeniach i niezwykłej drodze syna imigrantów, który stał się ikoną światowego boksu.

Autor: Michal Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt: frontoffice@boxingzone.org