Już w najbliższą sobotę, 23 października na gali w Atlancie (Georgia, Stany Zjednoczone) Jamel Herring (23-2-0) zmierzy się z Shakurem Stevensonem (16-0-0) w ramach swojej czwartej obrony tytułu mistrza świata WBO, kategorii super piórkowej (super featherweight). Stevenson przyznaje, że szanuje swojego przeciwnika, ale zaznacza, że nie są oni przyjaciółmi, jak próbują kreować to media.
– Wiele osób chce przedstawić na jakbyśmy byli przyjaciółmi. Nie przypominam sobie, abym był jego przyjacielem – obojętnie jak chcecie to nazwać. To jak ktoś kogo widujesz, znamy tych samych ludzi. To po prostu współpracownik, ktoś kogo znam, ale nie mamy ze sobą nic wspólnego poza salą treningową. Nie rozmawiamy. Kiedyś miałem sparingi, Jamel przyszedł i mnie obserwował. Prawdopodobnie to był najbliższy kontakt jaki mieliśmy. Nie znam osobiście Jamela i nie wiem o nim zbyt wiele. Szanuję to co robi i szanuję jego zespół. To nie jest tak, że jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. – powiedział Stevenson.
Dla 24-letniego Amerykanina, walka z Herringiem będzie niewątpliwie największym wyzwaniem w dotychczasowej karierze. W 2019 roku, Stevensom zdobył wakujący tytuł mistrza świata WBO, dywizji piórkowej (featherweight) pokonując jednogłośną decyzją sędziów Joeta Gonzaleza (24-2-0), a następnie przeniósł się dywizję wyżej, aby i tam sięgnąć po światowy czempionat. W tej walce ciężko wskazać faworyta – młodość czy doświadczenie? O tym przekonamy się już w najbliższą sobotę.
źródło wypowiedzi: boxingscene