Wszystko wskazuje na to, że mistrz świata WBO, WBA oraz IBF, Teofimo Lopez (16-0-0) w swojej najbliższej walce zmierzy się z George’m Kambososem (19-0-0) w obowiązkowej obronie tytułu IBF. Niepokonany Amerykanin chciałby następnie skonfrontować się z Devinem Haney’em (25-0-0) i przenieść się kategorię wagową wyżej, do dywizji super lekkiej (super lightweight). Lopez twierdzi, że w swoim kolejnym pojedynku chciałby zmierzyć się z absolutnie topowym zawodnikiem, ale Kambosos jest obowiązkowym pretendentem, wobec czego Lopez jest zobowiązany stoczyć z nim walkę.

  • Jedyną rzeczą, która mnie powstrzymuje ,jest moja obowiązkowa walka. Jestem prawdziwym mistrzem i nie zostawię żadnego z moich pasów. Już nie chodzi o to, że tego chcę, ale dlatego, że to moja obowiązkowa walka. Wiele osób mówi, że unikam innych pięściarzy, ale tak nie jest. Muszę przejść przez ten proces, a to jest część gry. – powiedział Lopez.

Czwarty z pełnoprawnym tytułów mistrza świata w kategorii lekkiej, posiada wspomniany wcześniej Haney, który dzierży pas WBC. Lopez, pokonując w październiku ubiegłego roku Vasiliy’a Lomachenko (14-2-0), odebrał mu oprócz tytułów WBO oraz WBA, również pas WBC Franchise, który pełnoprawnym tytułem mistrza świata nie jest. Ciężko spodziewać się jednak, że do walki Lopeza z Haney’em faktycznie mogłoby dojść, bowiem promotor tego pierwszego, Bob Arum kilkakrotnie powtarzał, że walka jego zawodnika z Haney’em nie wygenerowała by tylu pieniędzy, co pojedynek na przykład z Ryanem Garcia (21-0-0) czy Gervontą Davisem (24-0-0), którzy cieszą się dużo większą rozpoznawalnością, niż Haney. Ambitny pięściarz z Nowego Jorku, chciałby jednak zdobyć wszystkie pasy, aby następnie udać się na podbój kategorii super lekkiej. Lopez jeszcze przed wygraną walką z Lomachenko wspominał, że taki jest jego plan i chciałby wcielić go w życie już niebawem.

źródło: inf.własna/ESPN