W głównej walce gali w San Luis Potosi (San Luis Potosi, Meksyk) mistrz świata WBO wagi piórkowej (featherweight), Rafael Espinoza (28-0-0), po raz kolejny potwierdził swoją klasę, całkowicie dominując Arnolda Khegai (23-3-1). Ukrainiec nie wyszedł do jedenastej rundy, a narożnik poddał go po dziesięciu jednostronnych odsłonach, kończąc pojedynek w jedyny rozsądny sposób.

Od pierwszych minut widać było, że Espinoza – mający ogromną przewagę warunków fizycznych – dyktuje tempo i narzuca swój styl. Khegai próbował skracać dystans i przedrzeć się przez długie ręce Meksykanina, lecz każde podejście kończyło się tym samym: lewy prosty Espinozy zatrzymywał go w miejscu, a przy próbach wejścia w półdystans mistrz natychmiast odgryzał się podbródkowymi, swoją firmową bronią.

Im dłużej trwała walka, tym bardziej uwidaczniała się różnica klas. Espinoza poruszał się lekko, zmieniał płaszczyzny ataku i konsekwentnie rozbijał rywala, podczas gdy Khegai z każdą minutą tracił pewność siebie. Krwawienie z nosa, kolejne przyjmowane podbródkowe i narastająca frustracja sprawiły, że Ukrainiec zaczął klinczować na potęgę, za co został upomniany przez sędziego.

W siódmej rundzie konieczna była interwencja lekarza po rozcięciu na twarzy Khegai, ale mimo fatalnego stanu skóry i narastającej opuchlizny, walka została dopuszczona do dalszej rywalizacji. Espinoza nie zmarnował tej szansy – podkręcił tempo i trafił rywala mocnymi prawymi, które odebrały mu resztki stabilności. Twarz Khegai zaczęła wyglądać jak po zderzeniu z pędzącym pojazdem, szczególnie gdy prawe oko całkowicie zamknęło się od narastającej opuchlizny.

Dominacja Espinozy była całkowita. Meksykanin raz po raz trafiał seriami prawy–lewy–podbródkowy i kontynuował rozbijanie pretendenta, który walczył już głównie na instynkcie, bez realnej odpowiedzi. W przerwie po dziesiątej rundzie narożnik Khegai podjął jedyną słuszną decyzję: przerwanie walki. Ukrainiec nie mógł już widzieć na jedno oko, a jego aktywność ofensywna praktycznie nie istniała.

Dla Rafaela Espinozy była to czwarta udana obrona tytułu WBO i dwudzieste ósme zwycięstwo w zawodowej karierze. Po takim występie naturalnym kierunkiem jest kolejna duża walka. Na szczycie rankingu federacji znajduje się Luis Nery (37-2-0), który w swoim ostatnim występie pokonał Sathaporna Saarta. Starcie Espinoza–Nery, czyli meksykanin kontra meksykanin, wygląda dziś jak najbardziej logiczny krok – i zarazem walka, która sprzedałaby się doskonale zarówno w Meksyku, jak i w Stanach Zjednoczonych.

Espinoza ponownie udowadnia, że w tej kategorii wagowej pozostaje jednym z najtrudniejszych rywali do pokonania. Pytanie brzmi jedynie: kto i kiedy odważy się z nim stanąć w ringu jako kolejny?

Autor: Michal Adamczyk. Redaktor naczelny. Kontakt: boxingzone2020@gmail.com