Po ponad dwuletniej nieobecności w ringu, były mistrz świata czterech kategorii wagowych, Adrien Broner (33-4-1) powróci między liny. Póki co przeciwnik pięściarza z Cincinnati nie jest jeszcze znany, ale trudno raczej oczekiwać, że po ponad dwudzestoczteromiesięcznym rozbratem z boksem, dostanie on kogoś chociażby ze średniej półki. 31-latek wystartuje prawdopodobnie w kategorii półśredniej (welterweight), w której rywalizował w swoich ostatnich walkach. Warto zaznaczyć, że Broner swój ostatni pojedynek wygrał blisko cztery lata temu, kiedy to na gali w rodzinnym Ohio, zwyciężył w bardzo wyrównanej potyczce z Adrianem Granadosem (20-8-2).

W ostatnim czasie Broner zmagał się z wieloma problemami osobistymi, chodzi głównie o kwestie prawne. Po dwuletniej przerwie, znakomity przed laty pięściarz powróci do ringu na gali Showtime’u, choć lokalizacja imprezy nie została jeszcze potwierdzona. Co więcej, gala nie została póki co oficjalnie ogłoszona, jednakże jak wynika z raportu Mike’a Coppingera, dojdzie do niej w lutym i już niebawem możemy spodziewać się oficjalnego ogłoszenia. Swoją ostatnią walkę, Broner stoczył w styczniu 2019 roku, kiedy to przegrał jednogłośną decyzją sędziów z Manny’m Pacquiao na gali w Las Vegas. W stawce był wówczas tytuł mistrza świata WBA kategorii półśredniej, należący do Filipińczyka. Broner zaraz po walce twierdził, że to on był lepszy w tym pojedynku od Pacquiao, choć w rzeczywistości było zupełnie odwrotnie, a 41-letni wówczas Filipińczyk rozdawał karty niemalże na pełnym dystansie dwunastu rund.

Na karcie ma się również znależć bardzo ciekawie zapowiadające się zestawienie pomiędzy Dominicem Breazeale’m (20-2-0), a Otto Wallinem (21-1-0). Pierwszy z wymienionych od roku zapowiada powrót na ring wyzywając w nie do końca dżentelmeński, a nawet prowokujący sposób poszczególnych pięściarzy, jednakże na niepotrzebnych krzykach tylko się kończyło. W maju 2019 roku, Deontay Wilder (42-1-1) obnażył wszelkie słabości Breazeale’a, bardzo ciężko nokautując go już w pierwszej rundzie. Wtedy po raz ostatni Amerykanin był widziany między linami. Otto Wallin będzie niewątpliwie bardzo zmotywowany, aby pokonać Breazeale’a i zrobić kolejny spory krok w swojej zawodowej karierze.

Szwed, trenujący na co dzień w Nowym Jorku, dał się poznać szerszej publiczności we wrześniu ubiegłego roku, kiedy to niespodziewanie postawił bardzo duży opór Tysonowi Fury’emu (30-0-1), z którym koniec końców przegrał na punkty jednogłośną decyzją sędziów, w walce pełnej dramaturgii. Mimo, że Fury na punkty był wyraźnie lepszy od Szweda, od trzeciej rundy boksował z rozciętym łukiem brwiowym i mało brakowało, aby walka zakończyła się przez techniczny nokaut na korzyść Wallina. Mogłoby się jednak wydawać, że jego porażka z Fury’m (będąca również jedyną porażką w dotychczasowej karierze, przyp.red), więcej Wallinowi pomogła niż zaszkodziła. Ostatnio zmierzył się on Travisem Kauffmanem (32-4-0) w połowie sierpnia, wygrywając w piątej rundzie przez TKO. Kauffman przegrał wówczas bardziej z kontuzją lewego barku, niż ze szwedzkim pięściarzem. Walka pomiędzy Breazeale’m, a Wallinem zapowiada się bardzo interesująco, a obaj pięściarze mają sporo do udowodnienia, ale także do stracenia. Mowa tutaj między innymi o Breazeale’u, który z pewnością jest dużo bardziej porozbijany ciężkimi pojedynkami z przeszłości, niż jego pięć lat młodszy kolega po fachu. Wallin w przypadku wygranej, może liczyć na sporo ciekawych propozycji w przyszłości.