Lucas Browne (31-3-0) sprawił w minioną niedzielę olbrzymią niespodziankę. 43-letni Australijczyk bardzo ciężko znokautował na gali w Melbourne (Victoria, Australia) Juniora Fa (19-2-0) już w pierwszej rundzie i odnotował trzydzieste pierwsze zwycięstwo w zawodowej karierze.
– Obojętnie kto – ten kogo trafię moją prawą ręką, pójdzie spać. Gdzieś po drodze (w karierze, przyp.red) próbowałem pokazać bardziej wyszukany boks, niż bombardować przeciwników. Wychodząc do tej walki wiedziałem, że chcę wrócić do tego co potrafię najlepiej, czyli do usypiania ludzi. – mówił po walce Browne.
Były mistrz WBA “Regular” królewskiej dywizji przypomniał tym samym o sobie nie tylko australijskim kibicom, ale tym na całym świecie i choć pewnym jest, iż najlepsze lata ma on za sobą, dzięki zwycięstwu nad Fa może liczyć jeszcze na ciekawe pojedynki. Browne podkreślił również, że ma bardzo duży szacunek do pięściarza z Nowej Zelandii, którego dwukrotnie powalił na matę ringu w niedzielny poranek.
– Pierwszym uderzeniem trafiłem go w skroń i bok głowy. Jego równowaga była już całkowicie zachwiana. Nie chciałem, aby ta walka długo trwała, bo to mogłoby być niebezpieczne. W drugim uderzeniu odwrócił głowę i siadło. Życzę mu wszystkiego co najlepsze i powodzenia w karierze. Rozmawialiśmy po walce, mam do niego wielki szacunek. Zaznaczyłem mu, że dwie walki temu miałem to samo. Nigdy tak naprawdę nie odejdziesz od boksu zakładając, że masz wiarę w siebie i siłę. – powiedział Browne.
Australijski weteran podziękował Lou DiBelli za możliwość występu na tak wielkiej imprezie dodając, że od momentu niedzielnej wygranej spływa do niego bardzo dużo ciekawych ofert, co było absolutnie do przewidzenia.
Autor: Michal Adamczyk