Przed Saulem “Canelo” Alvarezem (56-1-2) już ostatnia prosta przed zdobyciem czwartego tytułu mistrza świata kategorii super średniej (super middleweight). Gdy w ubiegłym roku Meksykanin zdecydował się startować na stałe w dywizji do 168 funtów, zapowiedział on, że jego celem jest wszystkich czterech mistrzowskich pasów w tej kategorii wagowej i w grudniu rozpoczął ku temu swoją drogę. Canelo pokonał na gali w Teksasie bez żadnych problemów Calluma Smitha (27-1-0) odbierając mu pas federacji WBA, oraz zdobył automatycznie wakujący tytuł WBC, który pozostawał bez właściciela po tym, jak w sierpniu ubiegłego roku David Benavidez (24-0-0) nie zmieścił się w limicie kategorii super średniej przed swoją pierwszą bezpośrednią obroną w walce z Roamerem Angulo (26-2-0).
Alvarez postanowił nie robić sobie zbyt długiej przerwy i już końcem lutego bieżącego roku przystąpił do obowiązkowej obrony pasa WBC, przeciwko Avni’emu Yildirimowi (21-3-0). Wedle wcześniejszych domysłów, Canelo przejechał przysłowiowo po tureckim pięściarzu niczym czołg. Yildiirm zaliczył deski już w trzeciej rundzie, a do czwartej nie zdecydował się już wyjść. Już przed tym pojedynkiem mówiono, że jeśli Alvarez gładko upora się z Turkiem, zmierzy się on następnie ósmego maja z mistrzem świata WBO, Billy’m Joe Saundersem (30-1-0). Faworytem tego starcia był oczywiście Meksykanin, który w siódmej rundzie zrobił to co do niego należało i spowodował niezdolność Saundersa do dalszej rywalizacji. Alvarez ma w tym momencie trzy mistrzowskie pasy (WBC, WBO, WBA), a w posiadaniu czwartego i ostatniego znajduje się Caleb Plant (21-0-0). Jak wynika z wcześniejszych rozmów odnośnie walki obu pięściarzy, może dojść do niej we wrześniu.
Canelo swoje usługi świadczy obecnie dla grupy Matchroom Boxing, która swoje gale transmituje na platformie streamingowej DAZN, zaś Plant walczy dla Premier Boxing Champions. Grupa ta posiada kontrakt z telewizjami FOX oraz Showtime. Nie wydaje się jednak, aby to miała być kość niezgody, jeśli chodzi o organizację tego pojedynku, bowiem jak wspomnieliśmy – Canelo jest wolnym agentem. Promotor Planta, Lou DiBella uważa, że to na jakim kanale zobaczymy walkę obu pięściarzy zależy od najwyższej złożonej oferty finansowej.
– To będzie ten, kto wyłoży najwięcej pieniędzy. Wierzę, że ta walka się wydarzy. Caleb Plant nie zarobi więcej gdzie indziej. Nie wiem ile zapłacili tym facetom (DiBella mówi o Callumie Smithie i Billy’m Joe Saundersie, przyp.red), ale z tego co słyszałem w granicach pomiędzy sześć, a osiem milionów. – mówi DiBella.
Według nieoficjalnych źródeł, Smith łącznie za walkę z Canelo zainkasował 7.5 miliona dolarów, a BIlly Joe Saunders niewiele więcej, bo blisko 8. Avni Yildirim zarobił zaś w walce z Meksykaninem około 2.5 miliona dolarów. Plant liczy na pełne wynagrodzenie (dużo zależy od wykupionych dostępów Pay-Per-View) sięgające około 10 milionów, więc nie wydaje się to zbyt przesadzona kwota, patrząc na to ile wcześniej zarobili wcześniejsi rywale Alvareza. Zdaniem DiBelli, Plant cieszy się w Stanach Zjednoczonych większą popularnością, niż byli mistrzowie świata z Wielkiej Brytanii.
– Caleb Plant jest znacznie “większy” w Stanach Zjednoczonych, niż Saunders i Smith i miał walki na większych platformach niż oni. Plant ma pewną przewagę. Byłby głupi, gdyby zmuszał kogoś do zapłacenia takiej kwoty, gdyż nie ma kogoś, kto mógłby dać mu więcej gdzie indziej. Ale czy to oburzające, że Plant zażąda dziesięciu milionów dolarów? Nie, raczej nie. – powiedział DiBella.
źródło wypowiedzi: secondsout