W wtorkowe popołudnie do Las Vegas (Nevada, Stany Zjednoczone) zawitali mistrz świata federacji WBA kategorii półciężkiej (light heavyweight, 175lbs) Dmitry Bivol (19-0-0) oraz absolutna gwiazda światowej szermierki na pięści, Saul “Canelo” Alvarez (57-1-2). Obaj pięściarze skrzyżują ze sobą rękawice w najbliższą sobotę (7 maja) na gali w lokalnej T-Mobile Arena, a na ich pojedynek czekali kibice z całego świata. Obaj zawodnicy podczas szybkiego spotkania przywitali się ze sobą, oraz ze zgromadzonymi na miejscu kibicami.
Fight week (tydzień walki) czas zacząć! Mimo, że to Bivol broni mistrzowskiego pasa, w którego posiadaniu znajduje się już od 2017 roku, większa uwaga ze strony mediów skupiona jest na Alvarezie, który w tym momencie niewątpliwie dzierży miano najbardziej rozpoznawalnego pięściarza na świecie. Na sukces Meksykanina złożyło się wiele aspektów, ale najważniejsze z nich to niewątpliwie ciężka praca, konsekwencja i jak podkreśla sam zawodnik – świadomość tego, że zawsze można boksować lepiej. Alvareza można lubić, lub nie, ale zdecydowanie nie można odmówić mu sportowej klasy, regularności, no i co najważniejsze – spektakularnych zwycięstw, które w ostatnich latach są nie do podważenia. 31-latek w niespełna rok zdołał zdobyć wszystkie cztery mistrzowskie pasy kategorii super średniej (super middleweight, 168lbs), triumfując nad wszystkimi trzema ówczesnymi mistrzami, zaczynając od Calluma Smitha (28-1-0), który przegrał z Alvarezem każdą rundę podczas ich rywalizacji o mistrzostwo federacji WBA (w stawce znalazł się także wakujący tytuł WBC) w grudniu 2020 roku.
Następnie Canelo zaprezentował się w ringu dwa miesiące później w obowiązkowej obronie pasa WBC, co było jedynie formalnością – Meksykanin był bezlitosny i pokonał przed czasem Avni’ego Yildirima (24-4-0). Turek zaliczając deski w trzeciej odsłonie, do czwartej rundy już nie wyszedł. Kolejnym naturalnym krokiem było rzucenie rękawicy Billy’emu Joe Saundersowi (30-1-0). Anglik oczywiście ofertę przyjął, jednakże również nie zdołał nawiązać równej rywalizacji z fenomenalnie dysponowanym tego dnia Meksykaninem. Walka zakończyła się po ósmej rundzie, bowiem do dziewiątej Saunders już nie wyszedł ze względu na poważny uraz oka, konkretnie pęknięty oczodół.
Idący jak burza Canelo realizując swoją drogę do pełnego zunifikowania wszystkich tytułów mistrza świata dywizji do 168 funtów, spotkał się z czempionem IBF, Calebem Plantem (21-1-0), który miał być dla 31-latka z Guadalajary stosunkowo najłatwiejszym z trzech mistrzów. Tymczasem okazało się, że to zawodnik z Nashville (Tennessee, Stany Zjednoczone) postawił Alvarezowi największy opór i co prawda przegrał przez nokaut w jedenastej rundzie, ale w ringu oprócz ogromnego serca pokazał również olbrzymie umiejętności tocząc z Meksykaninem bardzo równy bój i emocjonujący bój.
Canelo nie zdecydował się jednak bronić póki co wywalczonych pasów kategorii super średniej, czego nie może wybaczyć mu wielu kibiców, oraz ekspertów, którzy oczekiwali jego konfrontacji z byłym mistrzem świata Davidem Benavidezem (25-0-0). Niepokonany pięściarz z Phoenix (Arizona, Stany Zjednoczone) stracił swój tytuł w sierpniu 2020 roku, nie mieszcząc się w limicie kategorii super średniej przed walką z Roamerem Alexisem Angulo (27-2-0). Po wielu różnych ofertach ze strony różnych promotorów, począwszy od propozycji potencjalnej walki z Errolem Spence’m Jr (28-0-0) startującym w dywizji do 147 funtów (ich walka miała by się odbyć w granicach 160lbs), do….konfrontacji o tytuł mistrza świata kategorii junior ciężkiej (cruiserweight, +200lbs) z Ilungą Makabu (29-2-0). Alvarez zdecydował się po raz kolejny “zaatakować” kategorię półciężką (light heavyweight) i podjął się bardzo trudnego zadania, jakim jest konfrontacja z niepokonanym Bivolem.
Powyżej w skrócie przedstawiono ostatnie półtora roku u Canelo Alvareza – jak to wyglądało u Bivola? Zdecydowanie nie aż tak hucznie, więc nikogo nie powinien dziwić fakt, iż trudno poświęcić mu tyle samo czasu na przypomnienie jego osiągnięć względem tych, które odnotował Canelo. Nie oznacza to jednak, że Bivol jest w walce z Meksykaninem skazywany na porażkę. Startujący pod rosyjską flagą pięściarz to “naturalny” półciężki, który oprócz żelaznej obrony posiada również wiele innych umiejętności, dzięki którym może on napsuć sporo krwi meksykańskiemu gwiazdorowi. Głównie ze względu na pandemię covid-19, Bivol zmuszony był pauzować przez cały rok 2020, a między liny powrócił dopiero początkiem maja ubiegłego roku po półtorarocznej przerwie, pokonując na punkty Craiga Richardsa (17-2-1) podczas gali w Manchesterze (Anglia).
Rosjanin nie zebrał wówczas olśniewających opinii, bo na takie z pewnością nie zasłużył. Nie zmienia to jednak faktu, iż odnotował on pewne zwycięstwo na punkty nie dając sobie zrobić krzywdy, choć warto zaznaczyć, iż Richards do zawodników z najwyższej półki zdecydowanie nie należy. Pięściarzem podobnego kalibru był kolejny, oraz ostatni rywal Bivola, czyli Umar Salamov (26-2-0). Ta walka okazała się dla 31-latka jeszcze prostszym zadaniem, niż konfrontacja z Richardsem. Urodzony w Kirgistanie zawodnik po raz kolejny triumfował na punkty, jednakże od pierwszego gongu aż do ostatniego był pięściarzem dominującym, wygrywając na kartach sędziowskich kolejno 118:110, 118:110 oraz 119:109. Walka pomiędzy BIvolem, a Alvarezem to z pewnością coś, na co czeka dosłownie każdy kibic boksu na świecie.
Już w środowe popołudnie odbędzie się ostatnia konferencja prasowa, z której wypowiedzi zamieścimy na łamach BoxingZone.org. W czwartek głos zabiorą pozostali uczestnicy sobotniej gali, zaś w piątek czeka nas “ostatnia prosta” czyli oficjalna ceremonia ważenia, z której wyniki również przedstawimy na łamach naszego portalu. Transmisję z gali przeprowadzi platforma streamingowa DAZN (w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie w systemie Pay-Per-View). Tym krótkim podsumowaniem ostatnich walk głównych aktorów sobotniego spektaklu zachęcamy do obejrzenia sobotniej gali, która zapowiada się niezwykle ciekawie.
Autor: Michal Adamczyk