Dmitry Bivol (20-0-0) pokonał w zeszłą sobotę Saula “Canelo” Alvareza (57-2-2) na gali w Las Vegas (Nevada, Stany Zjednoczone) i obronił tytuł mistrza świata federacji WBA kategorii półciężkiej (light heavyweight). Rosyjski pięściarz był zdecydowanie lepszym pięściarzem na przestrzeni dwunastu rund i odniósł zasłużone zwycięstwo, czego nie odzwierciedlały karty sędziowskie, które u każdego z punktujących wynosiły 115 do 113. Faworytem sobotniej potyczki obu pięściarzy był Canelo, a ci, którzy postawili pieniądze na Bivola mogli sporo zarobić.
– Cały czas wierzyłem w swoje zwycięstwo. Wierzyłem, że mogę go pokonać. Nie miałem zbyt wiele po swojej stronie – nie było moich kibiców, nie można było wywiesić rosyjskiej flagi, nie mogłem użyć mojej muzyki do wejścia na ring. Poza tym wyszedłem do ringu pierwszy jakbym to nie ja był mistrzem. To nie ma jednak nic wspólnego z całą walką. – mówił po walce Bivol.
Nikogo nie powinien już dziwić fakt, że tam gdzie Eddie Hearn – tam pojawia się kwestia obowiązkowych walk rewanżowych. Bivol od kilku lat startuje dla brytyjskiego promotora, zaś Canelo jako wolny agent podpisał z Hearnem kontrakt na trzy pojedynki. 31-letni pięściarz urodzony w Kirgistanie potwierdził, że do jego ponownej walki z Alvarezem dojdzie, choć warunki rewanżu nie zostały określone w umowie.
– Mam w umowie klauzulę, która mówi, że muszę dać Alvarezowi rewanż. Nie sfinalizowaliśmy odgórnie warunków i bardzo dobrze, bo nawet nie myślę teraz o planach na przyszłość. Nie mogę powiedzieć, że Canelo jest arogancki. Traktował mnie z szacunkiem, tak jak ja jego. Nazwałem go świetnym pięściarzem, bo osiągnął wiele jako zawodnik. Ja też muszę coś osiągnąć, zdobywać inne pasy, być może w innych dywizjach. Nie mam mimo wszystko takiego poczucia, że jestem jakimś świetnym zawodnikiem. Jestem dobry, mam swoje cechy i potrafię wygrywać ze świetnymi zawodnikami, ale nie rozprawiam się z moimi rywalami w tak łatwy sposób jak Alvarez i w takiej sytuacji po prostu jestem. – dodał Bivol.
Autor: Michal Adamczyk