Ostatnio po rozmowie z przyjacielem dostrzegłem ważny fakt: Polska, niestety, nie miała w amatorstwie naprawdę dobrych bokserów wagi ciężkiej. Najlepszym dowodem na to jest statystka z Igrzysk Olimpijskich: tylko dwóch naszych reprezentantów zdobyło medale w cięższych wagach. Byli to oczywiście Andrzej Gołota i Janusz Zarenkiewicz. Obydwaj wywalczyli brąz – Andrzej w ciężkiej a Janusz w super ciężkiej. Natomiast najlepszym dowodem na to jacy wspaniali byli to ciężcy jest powiązanie obydwóch z wielkimi nazwiskami, dokładniej z Riddickiem Bowe’em i Lennoxem Lewisem. Zarenkiewicz stanął na jednym olimpijskim podium obok właśnie m.in. Riddicka oraz Lennoxa. A Gołota – wiadomo, nie trzeba chyba nikomu przypominać że Riddick i Lennox to jego dobrze znani rywale z ringu zawodowego.

Niestety, ale dziś nad Wisłą bokserskich talentów próżno szukać. Nic tylko czekać na kolejne nadzieje, które kiedyś chyba muszą się pojawić. Pytanie tylko kiedy, ale kiedy by nie nastąpiło, oby wśród tych talentów znaleźli się chłopaki którzy mogą porwać się na dorównanie Zarenkiewiczowi i Gołocie, bo ci dwaj póki co są samotni w wąskim gronie znakomitych ciężkich z kraju Chopina. Wiele razy słyszy się, że pewnym postaciom polskiego boksu już nikt nie dorówna. Oj, kusi bardzo podpisać się pod tą tezą, ale jednocześnie zwrócę uwagę na to, że kraje które ciągle produkują mistrzów świata jak Portoryko, Meksyk, czy Anglia mają dużą wiarę w siebie. Bo patrzcie – w tych krajach dopiero są historie i osiągnięcia które ciężko przebić. Ale jednak ciągle słyszymy o kimś nowym z tamtych miejsc, ktoś kto już własną historię na ringu napisał!! Trzeba wierzyć!!