Devin Haney (26-0-0) pokonał w ubiegłą sobotę na gali w Las Vegas Jorge Linaresa (47-6-0) broniąc tym samym tytułu mistrza świata federacji WBC, kategorii lekkiej (lightweight). Amerykanin bez wątpienia był lepszy na przestrzeni całej walki, nie pozostawając zbyt dużego pola manewru Linaresowi. Pod koniec dziesiątej rundy było jednak widać widać jak Haney nadział się przysłowiowo na dwa bardzo mocne uderzenia ze strony pięściarza z Wenezueli.
– Obserwowałem tą sytuację. Dostał strzał i był nieco oszołomiony, poszedł do narożnika. Nie był blisko nokdaunu. W przerwie odpoczął i wysłuchał instrukcji. Właściwie to oglądałem powtórki na ekranie. Lidzie nie mówią jednak o tym, jak Linares posłał na deski Vasiliy’a Lomachenko. Haney nie leżał, choć był oszołomiony. Może to dobrze. Może w konću ludzie pomyślą: “gdzieś nie ma tej szczelności”. W przeciwnym razie, gdyby nie ta sytuacja w dziesiątej rundzie mogliby powiedzieć, że to był występ klasy mistrzowskiej. – powiedział na konferencji po sobotniej walce Eddie Hearn, promujący Haney’a.