Rafael Espinoza (28-0-0) obronił w San Luis Potosí (Meksyk) tytuł mistrza świata WBO wagi piórkowej (featherweight), zatrzymując Arnolda Khegaia (23-3-1) po dziesięciu jednostronnych rundach. Od początku pojedynku było widać, że Meksykanin kontroluje każdy fragment walki. Wykorzystywał przewagę zasięgu, regularnie trafiał podbródkowymi, a Khegai mimo prób przedzierania się do półdystansu nie był w stanie przełamać jego defensywy.
Im dłużej trwała walka, tym bardziej widoczna była różnica klas. Espinoza nie tylko trafiał celniej, ale też narzucał tempo i zmuszał rywala do ciągłej presji pod presją. Po dziesiątej rundzie narożnik Khegai podjął decyzję o zakończeniu pojedynku, widząc, że Ukrainiec nie ma już narzędzi, by odwrócić jego losy. Po wszystkim Espinoza podkreślił, że nie chodziło mu wyłącznie o wynik, ale także o widowisko.
– Jestem szczęśliwy, bo osiągnąłem rezultat, jakiego się spodziewałem. Chciałem też dać ludziom show. Mogłem trzymać rywala na dystans przez całą walkę, ale jak zawsze zależało mi na widowisku. Wiem, że nikt wcześniej go nie zastopował i cieszę się, że jestem pierwszym, któremu się to udało. – powiedział po walce Meksykanin.
Espinoza dopisuje tym samym kolejną obronę pasa i potwierdza, że w wadze piórkowej wyrasta na jednego z najbardziej efektownych mistrzów, konsekwentnie łącząc skuteczność z ofensywnym stylem. Jego sposób boksowania opiera się na presji, wysokiej aktywności i umiejętności kontrolowania dystansu, co w połączeniu z naturalnymi warunkami fizycznymi daje mu przewagę nad większością rywali. Każda kolejna walka pokazuje, że potrafi nie tylko wygrywać, ale też narzucać narrację pojedynku od pierwszych do ostatnich minut.
Autor: Michal Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt: boxingzone2020@gmail.com