W minioną sobotę na gali w Arlington (Teksas, Stany Zjednoczone), gdzie w walce wieczoru widzieliśmy Saula “Canelo” Alvareza (56-1-2) i Billy’ego Joe Saundersa (30-1-0), zaprezentował się również bardzo ciekawie zapowiadający się pięściarz wagi ciężkiej (heavyweight), Frank Sanchez (18-0-0). 28-letni Kubańczyk pokonał w szóstej rundzie Nagy’ego Aguilerę (21-11-0) i zdobył pas WBC Continental Americas. Sanchez wyprowadził w stronę Amerykanina cios w tył głowy, po czym zawodnik odwrócił się, podszedł do lin i w pewnym momencie się położył się na ringu na dłuższą chwilę.
Aguilera krzyczał następnie do sędziego, że Sanchez zrobił to specjalnie, choć ciężko było się dopatrzeć premedytacji w jego uderzeniu, które nawet nie było czysto trafione. Wobec zaistniałej sytuacji podliczono dotychczasową punktację z rozegranych rund, w wyniku której pewne zwycięstwo przez techniczną decyzję odniósł Sanchez. Kubańczyk trenuje na co dzień z Eddy’m Reynoso, który również dba o przygotowanie Canelo Alvareza, Andy’ego Ruiza Jr (34-2-0) czy Oscara Valdeza (29-0-0). Sanchez może zatem uczyć się od najlepszych, a co bardzo istotne, łączą go bardzo dobre relacje.
– Eddy Reynoso bardzo mi ufa. Widzi jak poważnie podchodzę do treningów. Widzi, że chcę pracować. Chcę być mistrzem i jestem bardzo szczęśliwy i dumny z tego, że on i Saul mnie wspierają. Wszyscy chcą, abym był pierwszym kubańskim mistrzem wagi ciężkiej. Czuję się zmotywowany. Oni (Canelo i Reynoso, przyp.red) są przekonani, że zostanę pierwszym mistrzem świata wagi ciężkiej z Kuby. Eddy i Saul to mówią, a ja przygotowuję się ciężko do tego, aby zostać numerem jeden. To mój życiowy cel i zamierzam go osiągnąć. – powiedział Frank Sanchez w rozmowie z George’m Ebro.
Nic dziwnego, że w Sanchezie pokładane są spore nadzieje. Zawodnik ten trenuje u boku najlepszych, może liczyć na ich wsparcie, ciężko pracuje na treningach i jest w świetnym wieku, aby ruszyć na podbój królewskiej dywizji, co oczywiście będzie bardzo ciężką przeprawą. W ostatnich latach jedynym kubańskim pięściarzem liczącym się w walce o najwyższe trofea był Luis Ortiz (32-2-0). 42-letni dziś pięściarz dwukrotnie walczył o mistrzostwo świata (w 2018 oraz 2019 roku) dwukrotnie przegrywając z tym samym rywalem, którym był Deontay Wilder (42-1-1). Ortiz nie składa jednak jeszcze broni i nalega na walkę z Andy’m Ruizem, która w przypadku wygranej z Meksykaninem, mogłaby znacznie przybliżyć go do kolejnego mistrzowskiego pojedynku.