Nadal nie wiadomo z kim w swojej kolejnej walce zmierzy się mistrz świata federacji WBC, kategorii lekkiej (lightweight), Devin Haney (25-0-0). Według Mauricio Sulaimana, prezydenta tejże federacji, status obowiązkowego pretendenta do walki z 22-letnim Amerykaninem, miał uzyskać jego rówieśnik, Ryan Garcia (21-0-0), który pokonał na początku tego roku Luke’a Campbella (20-4-0).
Popularny “King Ryan” uchyla się jednak od walki z Haney’em i wiele wskazuje na to, że odmówi mistrzowskiej szansy. Kilka dni temu, czempion trzech pozostałych federacji (IBF, WBA, WBO), Teofimo Lopez (16-0-0) poinformował, że Haney jest na jego celowniku, jednakże wcześniej czeka go prawdopodobnie obowiązkowa obrona tytułu IBF z George’m Kambososem (19-0-0). Haney, podobnie jak Lopez, jest otwarty na taki pojedynek.
- Jeśli nie z Ryanem, chciałbym walczyć z Teofimo. Jeśli Lopez również się uchyli i pójdzie w swoją stronę, chcę walczyć z Jorge Linaresem, lub Javierem Fortuną. Dla mnie to są walki tego samego kalibru. – powiedział Haney, który był gościem podcastu AK & Barak Show.
Ciężko jednak tak naprawdę wyobrazić sobie w najbliższym czasie walkę Haney’a z Lopezem. Są to raczej bardziej pobożne życzenia kibiców i samych pięściarzy, którzy chcą zbudować wokół siebie gorącą atmosferę. Istnieje bowiem problem na linii dwóch grup promotorskich, dla których startują dwaj pięściarze. Lopez świadczy swoje usługi grupie Top Rank, która swoje imprezy pokazuje w ESPN, zaś Haney znajduje się pod skrzydłami Eddie’go Hearna z Matchroom Boxing, przy współpracy z DAZN. Prezes Top Rank, Bob Arum wielokrotnie zaznaczał, że ciężko będzie zorganizować walkę Lopez vs Haney, podając prosty powód: Haney nie jest na tyle rozpoznawalny, aby taki pojedynek mógł być korzystny pod kątem finansowym.