Były dwukrotny zawodowy mistrz świata w boksie w kategorii ciężkiej Amerykanin Hasim “The Rock” Rahman (50-9-2, 41 KO) zszokował świat już ponad 20 lat temu. Wtedy, dokładniej w kwietniu 2001 roku, posłał na deski wielkiego Brytyjczyka Lennoxa Lewisa, który nie zdążył wstać na czas i zatem którego wówczas laury trafiły w posiadanie Afroamerykanina z Baltimore Rahmana. Rahman miał czym uderzyć. Od tamtego pamiętnego czasu wiele się wydarzyło. Ostatnimi czasy były amerykański czempion przebywa oczywiście na sportowej emeryturze. Nie tak dawno widzieliśmy go w roli trenera. Ale naprawdę jest wiele więcej co warto o nim jak i o jego synach wiedzieć w dzisiejszych czasach. O tym i nie tylko przeczytają sobie Państwo poniżej. Zapraszamy!
BZ: Hasim, pierwszą rzecz jaką chcę zrobić to cofnąć się do 22 kwietnia 2001 roku. W RPA znokautowałeś wówczas Lennoxa Lewisa i osiągnąłeś coś, o czym większość bokserów może tylko pomarzyć. Zdobyłeś tytuł mistrza świata wagi ciężkiej. Bardzo ekscytująca i radosna chwila. Jakim ludziom zawdzięczasz kształtowanie tej drogi po mistrzostwo w RPA?
HR: Uff, to trudne, to naprawdę trudne. Muszę powiedzieć że mojej matce, i moim trenerom oraz menedżerom.
BZ: Jakieś imiona?
HR: Powiem, że Adrian Davis, który był moim trenerem, jak i Steve Nelson i Stanley Hoffman – niech spoczywa w pokoju. A, i jeszcze mój promotor, którym był wtedy Cedric Kushner. To byli najbardziej wpływowi ludzie, którzy naprawdę doprowadzili mnie do tego pojedynku o tytuł. Byłem po zwycięstwach i po porażkach, a ci ludzie trzymali mnie cały czas we właściwej pozycji w oczach opinii publicznej, walczącego na antenie HBO. Byli to więc moja matka, mój menedżer (Steve Nelson czy Stan Hoffman – przyp. red.) i trener, jak i Cedric Kushner – niech spoczywa w pokoju.
BZ: Czytałem że miałeś krótką karierę amatorską przed zawodowstwem. Często słyszymy debaty na temat tego czy amatorstwo w ogóle wpływa na późńiejszą karierę zawodową. Jaki był główny powód przez który zdecydowałeś się na zawodowstwo tak szybko?
HR: Przebywałem na obozie treningowym z Larrym Donaldem, który był olimpijczykiem. I było tam chyba od 10-15 bokserów wagi ciężkiej w naszym gymie niemalże codziennie. Większość z nich to byli niepokonani ciężcy. Krzyżowałem rękawice z nimi wszystkimi, a większość była niepokonana. Dawałem sobie radę, byłem chyba lepszy od prawie wszystkich. Moje intencje były takie, aby poczekać do Igrzysk w 1996, ale byłem wówczas jedynym amatorem w tej grupie wśród niepokonanych profesjonalistów kat. ciężkiej i szło mi całkiem nieźle. Podeszli więc do mnie Steve Nelson i Robert Mittleman ws. przejścia na zawodowstwo. Nasłuchałem się różnych historii o tym jak menedżerowie przekręcili bokserów i nie tylko. Zapytałem się ich czy myślą, że naprawdę powinienem przejść na zawodowstwo, a oni odparli, że tak. Powiedzieli iż uważają że mam w ringu styl profesjonalisty i przeczuwają że będę dobry. Myślę że boksersko jeszcze nie byłem na tym poziomie jak należy i myślę że oni (Nelson i Mittleman – przy. red.) raczej nie chcieli żebym zaliczył narodowy start w turnieju amatorskim, kiedy to wszyscy by mnie zobaczyli w akcji. Powiedziałem im “zaproponujcie mi trochę pieniędzy i stanę się zawodowcem” i tak właśnie zrobili – zaproponowali mi trochę kasy i przeszedłem na zawodowstwo. Stałem się profesjonalistą na undercardzie gali Riddick Bowe-Larry Donald w Las Vegas. A reszta to, no znasz resztę…
BZ: Reszta to historia. Dobre kilka lat temu byłeś menedżerem pochodzącego z Filadelfii Joey’a Dawejko, którego niejedni wówczas widzieli jako przyszłego, pierwszego mistrza świata wszechwag o polskich korzeniach. Mimo iż takie coś się jeszcze nie wydarzyło, jest bogata tradycja jeśli chodzi o topowych polskich bokserów. Pan i Andrzej Gołota rywalizowaliście w tej samej erze. Czy w latach 90. lub 2000. Pan myślał że Gołota zostanie mistrzem świata i dlaczego?
HR: Myślałem, że miał on szansę zostać mistrzem świata wagi ciężkiej. Przez dwa powody. Po pierwsze to nawet trenowałem z Andrzejem Gołotą. My wszyscy trenowaliśmy na obozie rodziny Duva (Duva Training Camp – przyp. red.) w West Palm Beach na Florydzie. Uważałem, że miał dobrą eytkę pracy i widziałem kilka razy jak sparował. Po drugie to widziałem jego walki z Riddickiem Bowe’em i uważałem, że pokonał go za każdym razem. Riddick Bowe to jeszcze nie był wypalony zawodnik w tamtym czasie. Myślałem więc, że Andrew nawet wygrał. Pomijając ciosy poniżej pasa, to Andrzej Gołota wygrywa wszystkie te walki (dwie, przyp.red). Po prostu boksował lepiej i wyglądał jako potencjalny mistrz wszechwag.
BZ: Wiem, że brałeś udział w trenowaniu pięściarzy, tak jak ciężkiego obecnie Michaela Huntera. Proszę powiedzieć kibicom jakich innych pięściarzy jeszcze trenujesz, jeśli w ogóle i czy planujesz robić jeszcze inne rzeczy oprócz trenowania?
HR: Teraz koncentruję się wyłącznie na moich dzieciach. Mam dwóch niepokonanych synów. Obaj na zawodowstwie, z kolei trzeci mega utalentowany, 15-latek który wg mnie wywróci ten bokserski świat do góry nogami.
BZ: Już za chwilę spytam o Twojego syna. Najpierw to: oczywiście dzieliłeś ring z wieloma zawodnikami z najwyższej półki. Proszę powiedzieć czytelnikom, który wielki facet był ogólnie fizycznie najsilniejszym przeciwnikiem z którym się mierzyłeś?
HR: Muszę powiedzieć że zdecydowanie Lennox Lewis. Zdecydowanie.
BZ: Ostatnie ale nie mniej ważne: fajnie jest oglądać jak Twojemu synowi Hasimowi Rahmanowi Juniorowi wiedzie się tak dobrze, gdyż jego rekord to 12-0 (6 wygranych przed czasem). Gdy Twój syn dorastał, czy chciałeś, aby on został bokserem? Czy to Pan zainspirował go do przejścia na zawodowstwo?
HR: Jestem przekonany, że jestem tym, który go zainspirował, choć co prawda w pewnym czasie nie chciałem, aby szedł w stronę boksu. Chciałem, żeby synowie po prostu koncentrowali się na zdobywaniu edukacji w szkole i trzymali się z daleka od boksu, zostawiając ten sport dla mnie. Byłem jednak jednym z tych rodziców, którzy uczyli się na życiu, wiesz. Otóż moi rodzice nie pozwolili mi grać w futbol amerykański i myślałem wewnątrz “woow.” I późńiej zawsze mówiłem sobie że nigdy nie wstrzymam moich własnych dzieci od robienia tego czego chcą. Więc cokolwiek by nie chcieli robić, jeśli to legalne, będą miały moje niezachwiane wsparcie. Więc tak to jest.
BZ: Fascynujące. Czy możesz nam podać imię najmłodszego syna?
HR: Tak, dopiero skończył 15 lat. Nazywa się Hassan Rahman. Ma dopiero trzy walki za sobą ale ten chłopak jest fenomenalny. Jestem jego wielkim fanem. Widzę, jak robi tyle różnych rzeczy, że to nie do uwierzenia. Szokuje mnie czymś nowym, fajnym każdego dnia. Widziałem wielu młodych pięściarzy w jego wieku, ale nie widziałem, by jeszcze ktoś w jego wieku miał tyle opanowania, siły i szybkości. To aż zastraszające. Do tego ma jeszcze swoich dużych braci, którzy go poduczają, więc on, że tak powiem ma najlepsze z trzech światów. Ma mnie i wszelkie moje doświadczenie, ma Juniora (Hasima Juniora – przyp. red.) i jego doświadczenie jak i Sharifa (innego syna – przy. red.) i jego doświadczenie. A do tego ma fenomenalną etykę pracy, a to właśnie to czego potrzebujesz w boksie, jeżeli chcesz odnosić sukcesy.
BZ: Nie ulega wątpliwości. Będziemy im wszystkim kibicować i nie możemy się doczekać, aby zobaczyć jak daleko zajdą w boksie, podobnie jak Ty w swojejkarierze.
HR: Wierzę, że oni przewyższą moje osiągnięcia.
BZ: Hasim, w imieniu redakcji BoxingZone, chcę Ci podziękować za rozmowę oraz życzyć Ci wszystkiego dobrego, Tobie jak i Twojej rodzinie.
HR: Jeszcze jedna rzecz, powiedz proszę czytelnikom żeby sprawdzili kto to jest Hassan. Obserwujcie tego młodego chłopaka (na Instagramie – przyp. red.) tutaj: hassanrahman On będzie następnym mistrzem świata! Doceniam Twoją pracę i do widzenia.
ROZMAWIAŁ: JACEK DOROTA