Szef grupy promotorskiej Matchroom Boxing, Eddie Hearn jest otwarty na pojedynek pomiędzy swoim pięściarzem, Dillianem Whyte’m (27-2-0), a byłym mistrzem świata federacji WBC, Deontay’em Wilderem (42-1-1). Obaj zawodnicy nie przepadają za sobą i już od kilku lat angażują kibiców w swoje słowne przepychanki. Hearn zaznacza jednak, że w pierwszej kolejności, Whyte musi skupić się na rewanżu z Alexandrem Povetkinem (36-2-1).
- Dla Dilliana Whyte’a najważniejszy jest dzień szósty marca. Jeśli to przegra, może zapomnieć o walce z Deontay’em Wilderem i tej o mistrzostwo świata, więc musi wygrać tę walkę. Jak dla mnie, poza walką Joshuy z Fury’m, pojedynek Whyte vs Wilder jest największą walką. Chciałbym takiej walki. Myślę, że Wilder musi wrócić najpierw do ringu. Z pewnością nie chciałbym go od razu ustawiać z Whyte’m. Moim zdaniem on potrzebuje teraz walki. Prawdopodobnie będzie pracował teraz z nowym zespołem. – mówi Hearn dla SkySports.
Przypomnijmy, że Wilder od ubiegłorocznej, przegranej walki z Tysonem Fury’m (30-0-1), kiedy stracił mistrzostwo świata WBC, nie pokazał się póki co w ringu. Dla “Bronze Bombera” była to również pierwsza porażka na zawodowych ringach, po której zwolnił on swojego wieloletniego trenera, Marka Brelanda, twierdząc, że działał on na jego szkodę. Hearn twierdzi, że w zespole Wildera jest zbyt dużo chaosu.
- Mark Breland, Jay Deas, Shelly Finkel i Al Haymon – zbyt wielu kucharzy psuje ten rosół. Czasami spory zespół ludzi, którzy nie płyną na tej samej łodzi, może okazać się katastrofą. Ten zespół jest tak chaotyczny i podzielony, że nie wiem co zamierzają zrobić. Pozwolę im rozwiązać ich problemy. Mam nadzieję, że zobaczymy Wildera w ringu, bo to świetny zawodnik. Zobaczmy więc te walki. – powiedział Hearn.