Zwycięstwo przez jednogłośną decyzję nie zawsze oznacza pełną satysfakcję, a najlepiej przekonał się o tym Naoya Inoue (32-0-0), który po dwunastu rundach pokonał Davida Picasso (32-1-1) podczas gali w Riyadh (Arabia Saudyjska). Choć werdykt sędziów nie pozostawił wątpliwości, sam Japończyk nie ukrywał, że jego występ daleki był od ideału.
Inoue od pierwszych minut kontrolował przebieg walki, operując dystansem i skutecznie neutralizując atuty rywala. Picasso nie był jednak biernym uczestnikiem pojedynku. Meksykanin konsekwentnie próbował skracać ring, zmuszając mistrza do pracy przez pełen dystans. Brak nokdaunów i momentów wyraźnej dominacji sprawił, że walka miała bardziej taktyczny niż widowiskowy charakter.
Po zejściu z ringu Inoue otwarcie przyznał, że nie czuł się w pełni świeży fizycznie, co miało bezpośredni wpływ na tempo i dynamikę jego boksu. Zamiast agresywnego finiszu widzieliśmy kontrolę i kalkulację ryzyka, rozwiązanie skuteczne, ale niekoniecznie efektowne. Sam zawodnik podkreślał, że przy tak wysokich ambicjach nie może zadowalać się poprawnym występem.
Wygrana z Picasso nie zmienia statusu Inoue w światowej czołówce, ale stanowi wyraźny sygnał ostrzegawczy przed kolejnymi wyzwaniami. Japończyk zapowiedział już, że zamierza wprowadzić korekty w przygotowaniach, by wrócić do poziomu, który uczynił go jednym z najbardziej dominujących pięściarzy ostatnich lat.
Warto odnotować także szczegóły punktacji sędziowskiej. Jeden z arbitrów wypunktował walkę 117-111, przyznając trzy rundy Davidowi Picasso, co trudno uznać za ocenę mającą realne pokrycie w przebiegu pojedynku. Meksykanin był ambitny i momentami aktywny, ale nie wygrał trzech rund w sposób wyraźny ani przekonujący, co dodatkowo podkreśla, że choć werdykt był jednogłośny, to sama punktacja nie była wolna od kontrowersji.
Autor: Michał Adamczyk – redaktor naczelny
Kontakt: boxingzone2020@gmail.com