Parę dni temu, były mistrz świata kategorii super średniej (super middleweight), David Benavidez (24-0-0) po raz kolejny wyzwał na pojedynek Jermalla Charlo (31-0-0), po tym jak w minioną sobotę znokautował w jedenastej rundzie Ronalda Ellisa (18-2-2), powracając między liny po niemalże siedmiomiesięcznej przerwie. Medialny konflikt pomiędzy Benavidezem a Charlo trwa już od jakiegoś czasu, a obaj pięściarze wyzywają się nawzajem.

Charlo twierdził wcześniej, że jest gotów walczyć z Benavidezem (w międzyczasie mówiąc, że nie przyjmie on walki, dopóki Benavidez nie zaszczepi się na covid-19), zaś ten go unika. Drugi z zainteresowanych mówił z kolei odwrotnie. Dzisiaj Charlo potwierdza, że jest gotów podjąć rękawice i zmierzyć się ze swoim młodszym rodakiem.

Tak, zróbmy tę walkę, Zamierzam znokautować tego punka. Obiecuję. Stawiam na to wszystko co kocham. Daję mu około czterech, pięciu rund. Znokautuję go w około pięć, sześć rund, nie więcej. Zostanie trafiony zbyt mocno. Jestem mega silny. Wyeksploduję to na nim, zaufajcie. Robię swoje, robię to całe moje życie. Razem z moim bratem. Jestem lwem. Załatwmy to. – powiedział Charlo w podcascie The Last Stand.

Obaj pięściarze startują w dwóch różnych dywizjach, choć dla jednej grupy promotorskiej, Premier Boxing Champions. Jeśli do takiej konfrontacji miałoby dojść, z góry można założyć, że doszłoby do niej w limicie kategorii super średniej, w której na co dzień startuje Benavidez. Śmiało można wykluczyć, że 24-latek z Arizony nie zdecyduje się zejść wagę niżej, skoro w przeszłości miewał on problemy ze zrobieniem limitu kategorii, w której startuje. Charlo, obecnie panujący mistrz świata federacji WBC, kategorii średniej (middleweight), powiedział jakiś czas temu w jednym z wywiadów, że byłby skłonny awansować jedną klasę wyżej, aby utrzeć nosa Benavidezowi, nazywając go “dzieciakiem”.