W minioną sobotę byliśmy świadkami jednej z najbardziej wyczekiwanych walk w boksie zawodowym, i choć doszło do niej około osiem lat za późno – lepiej późno niż wcale. Byli mistrzowie świata, Kell Brook (40-3-0) i Amir Khan (34-6-0) spotkali się ze sobą na gali w Manchesterze (Anglia), gdzie mogli w końcu załatwić w ringu swoje “personalne” sprawy. Nie jest bowiem żadną tajemnicą, że obaj pięściarze od lat nie żyli w dobrych stosunkach.

Brook niemalże wyszedł ze swojej skóry w tej walce, a ja nie byłem przygotowany zarówno na niego, jak i jego siłę. Nie ma żadnych wymówek z mojej strony – był znacznie lepszym zawodnikiem tej nocy. Możemy iść na kawę, kiedy tylko będzie chciał. – mówił po walce Khan.

Wiele wskazuje na to, że niezwykle utytułowany pięściarz jakim jest Khan, zdecyduje się zakończyć swoją bogatą karierę. 36-latek przyznaje, że to co osiągnął w boksie w pełni go satysfakcjonuje, jednakże nie jest w stanie rywalizować już na takim poziomie jak w przeszłości.

Uczestniczyłem w dramaturgicznych walkach po obu stronach Atlantyku przeciwko wspaniałym pięściarzom. Nie mogę jednak pozwolić sobie na to, aby być bity i raniony, tak jak tutaj. To może sprawić, że odkocham się od sportu jakim jest boks. To mogłoby źle wpłynąć na moje dalsze życie. Nie mogę po prostu dalej w to iść. Nie przeciwko tak dobrym zawodnikom jakim jest na przykład Kell. – dodał Khan.

Amir Khan to bezsprzecznie jeden z najbardziej utytułowanych angielskich pięściarzy ostatniej dekady. Zawodnik z Boltonu swoją profesjonalną karierę rozpoczął w 2005 roku jako 19-latek, a swój pierwszy tytuł mistrza świata wywalczył już w 2009 roku, pokonując jednogłośną decyzją sędziów Andriy’a Kotelnika (32-4-1) w walce o tytuł federacji WBA, kategorii super lekkiej (super lightweight). Następnie Anglik pięć razy z rzędu obronił swój tytuł, w tym za trzecim razem po wielkim boju z Marcosem Maidaną (35-5-0) w swojej drugiej walce w Stanach Zjednoczonych. Następnie musiał przełknąć gorycz porażki po niejednogłośnej porażce z rąk Lamonta Petersona (35-5-1), po czym dostał kolejną szansę walki o tytuł federacji WBC przeciwko Danny’emu Garcii (36-3-0) w 2012 roku. Khan został wówczas ciężko znokautowany, a niewiele ponad pół roku później przeniósł się do dywizji półśredniej (welterweight).

Po czterech pewnie wygranych walkach dostał szansę pojedynku o tytuł mistrza świata federacji WBC, której mistrzem był wówczas Saul “Canelo” Alvarez (57-1-2). Khan zmierzył się jednak ze ścianą, bowiem Canelo nie pozostawił żadnych złudzeń nokautując Anglika już w szóstej rundzie. Następnie Khan po dwóch wygranych pojedynkach dostał kolejną szansę walki o pas przeciwko Terence’owi Crawfordowi (38-0-0), z którym podobnie jak z Alvarezem, przegrał w szóstej rundzie.