Już w najbliższą sobotę na gali w mieście Meksyk (Distrito Federal, Mexico), jeden z czołowych pięściarzy świata, Mauricio Lara (24-2-1) zmierzy się w walce wieczoru z Jose Sanmartinem (33-5-1) w zakontraktowanym na dziesięć rund pojedynku kategorii piórkowej (featherweight). “Bronco” od blisko dwóch lat zaboksuje w Meksyku, choć nie to było jego planem. Meksykański pięściarz, który przebojem wdarł się do światowej czołówki spektakularnym zwycięstwem przed czasem nad Joshem Warringtonem (31-1-1), planowo miał zmierzyć się niedawno o pas WBA “Regular” z obecnym mistrzem, Leigh Woodem (26-2-0), jednakże ze względu na kontuzję Anglika, walka została odwołana, a promujący Larę, Eddie Hearn z Matchroom Boxing, zorganizował 24-letniemu pięściarzowi w ramach rekompensaty, pojedynek w jego rodzinnym mieście.
– Miałem mieszane uczucia co do tej odwołanej walki z Woodem i oczywiście byłem przygnębiony. Mimo to, wciąż jest wiele rzeczy do zrobienia. Rozmawiałem z moim przedstawicielem, Alexem, który powiedział mi, że dobre rzeczy nadchodzą. Wierzę, że Wood jest uczciwy i faktycznie jest kontuzjowany. Mam nadzieję, że w przyszłości się spotkamy. Chcę zostać mistrzem świata. – mówi Lara.
Dla meksykańskiego pięściarza, najbliższy pojedynek będzie dla niego pierwszą walką wieczoru na dużej scenie. Transmisję z gali przeprowadzi bowiem platforma streamingowa DAZN. Młody pięściarz nie lekceważy swojego najbliższego rywala, jednakże wierzy w swoje umiejętności, dodając, iż walka z Sanmartinem jest tylko kolejnym przystankiem w drodze do spełnienia sportowych marzeń.
– Wiemy, że Jose jest dobrym pięściarzem, jest silny. Ma za sobą serię siedmiu zwycięstw. No cóż… miał taką passę, bo nie walczył ze mną. Każdy wie, jaki mam teraz status. Jestem prawdziwym pociągiem bez hamulców i nic mnie nie zatrzyma. Czuję się bardzo dobrze zarówno pod kątem fizycznym, jak i psychicznym. Zobaczycie innego “Bronco” Larę. Nadal będziecie widzieć jego odwagę i jego moc. Będę powoli startował w tej walce, ale nie sądzę, że potrwa ona dłużej, niż sześć rund. Ta walka napełnia mnie wieloma emocjami. To również uczucia związanie z powrotem do mojego miasta. Planuję dać tutaj wielkie show, którego nie było tutaj od dawna. – kontynuuje.
Gdy w lutym ubiegłego roku, Lara przyjechał do Anglii na walkę z wspomnianym wcześniej Warringtonem, był on wówczas pięściarzem kompletnie anonimowym. Warrington miał “przejechać” niczym walec po Larze, jednakże rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Meksykanin powalił Anglika na deski w czwartej rundzie, a następnie powtórzył to w dziewiątej odsłonie, po czym walka została zakończona przez zatrzymanie. Warrington, mimo porażki bezczelnie prowokował Larę, szydząc z niego, a nawet posunął się do tego, iż zaczął bez powodu obrażać jego ojca. W bezpośrednim rewanżu, ze względu na rozcięcie łuku brwiowego Lary, w wyniku zderzenia głowami, walka zakończyła się remisem.
– Te walki z Warringtonem bardzo zmieniły moje życie. Wyniosło mnie to na jedną z najwyższych pozycji, jeśli chodzi o perspektywy bokserskie w całym Meksyku. Bardzo się cieszę, bo wykorzystałem możliwości, jakie mi dano. Jeśli chodzi o same umiejętności bokserskie, Bronco Lara znacznie się rozwinął. Po ostatniej walce z Warringtonem byłem sfrustrowany. To dla mnie bardzo osobisty temat. I wiemy, że jeśli znowu będzie walczył ze mną, następnie przejdzie na pięściarską emeryturę. Będzie tak, jak obiecałem. To naprawdę coś bardzo osobistego. – zakończył Lara.
Autor: Michal Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt: frontoffice@boxingzone.org, Twitter: Mike94Steek