Legendarny włoski pięściarz Nino Benvenuti zmarł we wtorek bieżącego tygodnia. Miał 87 lat. Zawodowiec ten sięgnął po olimpijskie złoto w kat. “welter” u siebie podczas Igrzyskach Olimpijskich w Rzymie w 1960, by późńiej zostać profesjonalnym mistrzem świata w dwóch kategoriach wagowych (dzisiejszych średnich kategoriach). Włoski Komitet Olimpijski nie ujawnił przyczyny śmierci swojego legendy.
Benvenuti ma m.in. zaszczyt taki, że na tych samych Igrzyskach sięgnął po mistrzostwo olimpijskie co Cassius Clay późńiejszy Muhammad Ali (w kat. ciężkiej).
Rzecz ciekawa, że to Benvenuti, nie Clay, zdobył na owych IO nagrodę Val Barkera za najlepszego pięściarza całych Igrzysk. Od 1992 roku członek Bokserskiej Galerii Sław.
Warto dodać, że rekord zawodowy Nino to 82-7-1 (35 KO). Ostatni pojedynek stoczył na początku lat 70. z cenionym Carlosem Monzonem.
Finałowy bilans Nino Benvenutiego na amatorskich ringach wynosi 120-1. Jak wspomniano już wcześniej, włoski zawodnik cieszył się wielkimi sukcesami w profesjonalnym wydaniu słodkiej nauki, ale za życia twierdził iż najcenniejszy krążek wywalczony w Wiecznym Mieście uchodzi za jego największe osiągnięcie. “Gdy wygrywasz całe Igrzyska, zostajesz mistrzem olimpijskim do końca życia” – oznajmił kiedyś wspaniały Włoch. Podobnie wypowiadali się swego czasu tacy jak śp. Joe Frazier i śp. George Foreman. Plus Evander Holyfield – otóż “The Real Deal” kiedyś zwerbalizował że mimo wszelkich wiktorii świętowanych w latach 80. i 90., reprezentowanie Stanów Zjednoczonych na IO było wisieńką na torcie jego dwóch karier.