Dlaczego “Żelaznego” Mike’a Tysona praktycznie zawsze widzieliśmy w ringu w czarnych spodenkach? Otóż z najgłębszego wyrazu współczucia z powodu śmierci jego legendarnego trenera Cusa D’Amato. To pokazuje właśnie ludzką stronę “Żelaznego.”
Frank Churchill to trener z początku XX wieku którego można nazwać pechowcem. A to dlatego, że ściągnął pod swoją opiekę trzech ulicznych i utalentowanych bokserów z Filipin których losy okazały się tragiczne. Fakt, jeden z tych bokserów został mistrzem świata, ale późńiej wszyscy trzej stracili życie. Dencio Cabanella, Pancho Villa i Inocencio Moldes zmarli po swoich potyczkach ringowych. Warto dodać, że Villa uchodzi obok Pacquiao za najwspanialszego ringowego Filipińczyka w dziejach boksu – a miał tylko 23 lat gdy odszedł z tego świata.
Słynny Jersey Joe Walcott bardzo ostro zawalczył z legendą wszechwag Joe’em Louisem w 1947 oraz 1948 roku. Dziesięć lat później – gdy Louis przygotowywał się do swojej (jak się później okazało sławnej) walki z Maxem Schmellingiem – Walcott został zatrudniony jako sparingpartner słynnego Joe’a. Jednak Jersey Joe długo nie zagrzał bowiem po dwóch dniach współpracy został odesłany do domu. Powód? Rzucił Louisa na deski “aż”… trzy razy. W dzisiejszych czasach wydaje się że elitarni ringowi wojownicy są chronieni na każdym kroku. Jak coś, to wydaje się, że dawniej dopiero nie było mowy o żadnym chronieniu gdyż najlepsi walczyli z najlepszymi – nie jak dziś. Ale jednak… Biorąc te informacje pod uwagę, historia sparingów Walcotta i Louisa staję sie jeszcze bardziej ciekawa.