W świecie wagi ciężkiej każdy cios może zmienić historię. A historia Roberta Heleniusa to opowieść o sile, upadkach i nieoczekiwanych powrotach. Teraz w wieku 41 lat, po dwóch latach dyskwalifikacji postanowił zakończyć sportową karierę. Urodzony w Sztokholmie (Szwecja) Helenius, od najmłodszych lat marzył o tym, by zostać wojownikiem ringu. Jako amator reprezentował kraj na mistrzostwach Europy, ale to zawodowa kariera miała uczynić go znanym na całym kontynencie.
W 2008 roku rozpoczął marsz ku szczytom. Ogromny, mierzący dwa metry „Nordycki Koszmar” szybko zastraszał rywali swoim lewym prostym i siłą fizyczną. Wkrótce przyszły głośne zwycięstwa – Lamon Brewster (35-6-0), Samuel Peter (38-9-0) byli mistrzowie świata, którzy obaj zostali znokautowani. Europa miała nowego giganta, a pas EBU w wadze ciężkiej w 2011 roku potwierdził swoje umiejętności, pokonując niejednogłośnie na punkty topowego wówczas pięściarza wagi ciężkiej (heavyweight), Derecka Chisorę (36-13-0), choć decyzja w opinii wielu była nieco kontrowersyjna.
Ring bywa jednak czasami bezlitosny. Kontuzje dłoni zatrzymały jego rozwój, a kolejne lata były pasmem wzlotów i upadków. Wielu już go skreśliło, gdy w 2020 roku wszedł do ringu w Barclays Center na Brooklynie (New York, Stany Zjednoczone). Tam, na oczach całego bokserskiego świata, wygrał przed czasem z Adamem Kownackim (20-4-0), nokautując go w spektakularnym stylu. W rewanżu powtórzył ten wyczyn, przypomniając wszystkim, że wciąż żyje.
Potem nadeszły najtrudniejsze próby – Deontay Wilder (44-4-1) i Anthony Joshua (28-4-0). “Fiński Koszmar” przyjął walkę z AJ’em na zaledwie parę dni przed pojedynkiem, zastępując Dilliana Whyte’a (31-4-0), którego przyłapano na dopingu. Kilka dni po walce, którą Helenius przegrał w siódmej rundzie, okazało się, że u Fina również wykryto niedozwolone środki, wobec czego został ukarany dwuletnią banicją.
Można więc rzec, iż Helenius na przestrzeni całej kariery mierzył się z elitą, jednakże z różnym skutkiem. Choć nie zdobył pasa mistrza świata, zyskał coś innego – szacunek fanów, którzy cenili go za odwagę, charakter i gotowość do walki z każdym, w każdej chwili, choć po walce z Joshuą i wpadce dopingowej, postrzeganie jego osoby zmieniło się w oczach wielu kibiców. Tak oto, po latach wojen na ringu, Robert Helenius ogłasza koniec swojej kariery. Kończy ją nie jako mistrz świata, lecz jako wojownik, który nigdy nie cofnął się przed wyzwaniem.
Autor: Michal Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt: frontoffice@boxingzone.org