Co prawda nagłówek zgadza się do pewnego stopnia, ponieważ noszący przydomek “Prezydent,” nigeryjski ciężki Ike Ibeabuchi (21-0, 16 KO) w latach 90. zdetronizował Davida Tuę i Chrisa Byrda ale jednak nie zdołał rozdawać karty na najwyższym poziomie królewskiej kategorii. Jego talent niestety zmarnował się za kratami więzienia. W minionym tysiącleciu Ibeabuchi jako niedoszły mistrz ze złotej epoki czarnych czempionów lat 90. ub. wieku był bardzo bliski tronu i panowania nad nimi wszystkimi, nawet nad samym Lennoxem Lewisem (nie milkły dyskusje nt. możliwej porażki Lewisa). Ale kibice i eksperci musieli ostatecznie Nigeryjczyka umieścić w klasycznym rozdziale “Co by było gdyby” w annałach światowego boksu. Jednak Nigeryjczyk nie chce aby tylko w tym rozdziale był koniec na jego nazwisku.

Dzisiejszej nocy w swojej rodzimej Nigerii Ibeabuchi wkroczył między liniami zawodowego ringu po raz pierwszy od…26 lat! Pierwotnie oponentem Nigeryjczyka miał być Brytyjczyk Danny Williams – pogromca Tysona. Ale Williams wycofał się z powodów zdrowotnych.Ostatecznie Ike skrzyżował rękawice z rodakiem, bowiem z Idrisem Afinni’m (18-8, 15 KO), ale ten ostatni jest około miejsca numer 400. na BoxRecu i to jeszcze w kat. junior ciężkiej. Ale od czegoś trzeba zacząć powrót na ring. I tak Ibeabuchi właśnie zrobił mierząc się z Idrisem. Panowie stanęli do walki w znanym mieście Lagos na obiekcie piłkarskim pod nazwą “Teslim Balogun Stadium.”Powrót Ike’a był bardzo wyczekiwany.

Organizatorzy postanowili pokazać walkę jego za pośrednictwem witryny prizefighting.tv gdzie była możliwość zakupienia starcia Ibeabuchi-Afinni za cenę wynoszącą prawie 30 dolarów.Dla wielu traktowane było to jak nieporozumienie ponieważ Ile przecież tak długo pauzował więc dlaczego od razu mowa o płatnej walce jego? W dodatku przekaz z Nigerii uchodził za taki, że do końca nie było wiadomo, czy do starcia ostatecznie dojdzie. W każdym razie bardzo prawdopodobne, iż organizatorzy konfrontacji tej tłumaczyliby “pay-per-view” faktem, że Ike mimo wszystko jest na tych zawodowych ringach nadal pokonany.I tak właśnie pozostało po gali w sobotę, gdyż to Ike Ibeabuchi uniósł ręce w geście zwycięstwa po tym jak Afinni się poddał po trzeciej rundzie. A więc oficjalnie zakończyło się wiktorią przed czasem “Prezydenta” (tzn. “TKO 3”).

Podczas pojedynku było widać wolniejsze refleksy, ruchy i nie tylko w boskie Ibeabuchi. Biologii i wieku się raczej nie oszuka. No dobra, można stwierdzić, że śp. George Foreman czy Bernard Hopkins są wyjątkami, ale Ike Ibeabuchi ma 52 lat na karku i jest o wiele starszy od obu panów gdy ci dwaj wówczas zwyciężali. Żeby tego by mało, w wywiadzie udzielonym w ringu po zakończeniu zawodów Ibeabuchi wezwał do walki obecnego niekwestionowanego mistrza świata wagi ciężkiej – genialnego Ukraińca Ołeksandra Ołeksandra Usyka! Wcześniej zadeklarował intencje – chcę zostać mistrzem wszechwag. Oj, ciężko będzie pisząc dyplomatycznie, bo sportowo to regres wyraźny czego dowodem był obraz walki z Afinni’m pomimo zwycięstwa.

Miejmy nadzieję, że komisje bokserskie po świecie będą kierować się zdrowym rozsądkiem gdy przyjdzie im rozpatrywać kandydatury do walk bokserskich takich byłych gigantów jak wsp. Nigeryjczyk, Oliver McCall czy Shannon Briggs. Oby zdrowie zawodnika było stawiane przez komisje na pierwsze miejsce przy podejmowaniu decyzji. Wcześniej podobne zmartwienia stanowili Holyfield czy Riddick Bowe. Jednak bynajmniej powiedzieli wreszcie “pass.” Teraz oczekujemy że nawet jeśli Ibeabuchi okaże się bardziej uparty od Holyfielda, to jakoś uniknie się tragedii. Boks to sport bez żartów.

Owszem, kibice Nigeryjczyka mają prawo się cieszyć. Fajnie, że mają okazję ponownie jego zobaczyć w akcji. Młodsze pokolenie ma tą okazję po raz pierwszy, co jest nadzwyczajne. Ale Ike ‘a można zestawiać obok kolejnego 52-letniego zawodowca który stanowiłby o wiele mniejszy procent szansy zrobienia mu krzywdy. Należy zaakceptować, że szansę na pas najcenniejszy zaprzepaściło się nieodwracalnie w latach 90. Dzisiaj stawianie Ike’a do ringu z kimkolwiek poważnejszym jest wprost zagrożeniem dla jego zdrowia i życia. Niestety.