Złoty medalista olimpijski wagi super ciężkiej z 2016 roku, Tony Yoka (10-0-0) stoczy w najbliższy piątek swoją drugą w tym roku walkę z anonimowym Petarem Milasem (15-0-0) na gali w rodzinnym Paryżu we Francji. 29-latek przyznaje, że do tej pory jego zawodowa kariera nie rozwija się tak, jakby on sam sobie tego życzył, a główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest wciąż panująca pandemia covid-19.
– Nie będę kłamał, spodziewałem się, że będę miał więcej walk. Gdybyście po igrzyskach zapytali mnie gdzie dzisiaj będę, powiedziałbym, że zajdę dalej. To nie było z mojego wyboru. To były brudne dwa lata. Wielu opuściło cały rok z powodu covid. Jest jak jest. – powiedział Yoka.
Yoka dodał, że chciałby nadrobić stracony czas i wrócić między liny jeszcze w tym roku, na gali w Stanach Zjednoczonych, lub we Francji. Pięściarz ma podpisany kontrakt z grupą promotorską Top Rank i to właśnie ona organizować będzie piątkową galę w Paryżu, gdzie zobaczymy także pojedynek o wakujący tytuł Mistrza Europy EBU, dywizji półciężkiej (light heavyweight), pomiędzy Igorem Mikhalkinem (24-2-0) a Mathieu Bauderlique (20-1-0).
źródło wypowiedzi: boxingscene