Ostatnia noc była dla kibiców boksu nocą nieprzespaną. Wszyscy fani tego sportu z niecierpliwością wyczekiwali gali w Las Vegas (Nevada, Stany Zjednoczone), gdzie w walce wieczoru Tyson Fury (31-0-1) i Deontay Wilder (42-2-1) zaprezentowali fanom jedną z najlepszych walk wagi ciężkiej (heavyweight) ostatniej dekady, a wielu ekspertów twierdzi nawet, że była to jedna z najlepszych walk w historii całej dyscypliny.
Po blisko trzech latach, trylogia pod tytułem “Fury vs Wilder” dobiegła końca. Trochę ciężko w to uwierzyć, ale niewątpliwie wybitny pięściarz, jakim jest Fury, obronił dopiero po raz pierwszy w karierze tytuł mistrza świata. Po tym jak Anglik zdetronizował Wildera w lutym ubiegłego roku odbierając mu tytuł, w sobotnią noc pokonał go po raz kolejny przed czasem po walce pełnej dramaturgii.
– Oddaję chwałę Bogu za to zwycięstwo. Wilder to twardy facet. Oddał dzisiaj sporo mocnych strzałów. Muszę przyznać, że gdyby nie SugarHill, nie udałoby mi się przejść przez tę walkę. Powiedział; zacznij pracować wielkoludzie i uderzaj prawą ręką w środek. To była świetna walka tej nocy. Równie dobra jak każda trylogia. Mam nadzieję, że ten dzień przejdzie do historii. Zawsze mówiłem, że jestem najlepszy na świecie, a on jest drugi. Nigdy we mnie nie wątpcie. – powiedział po walce Fury.
Wiele wskazuje na to, że “Gypsy King” w swojej kolejnej walce zmierzy się z Dillianem Whyte’m (29-2-0) w pierwszej obowiązkowej obronie tytułu WBC. Mniej więcej w tym samym czasie doczekamy się rewanżu pomiędzy Oleksandrem Usykiem (19-0-0), a Anthony’m Joshua (24-2-0). Jeśli zarówno Fury, jak i Usyk wygrają swoje pojedynki, wszyscy fani z pewnością chcieliby zobaczyć walkę unifikacyjną pomiędzy dwoma pięściarzami o wszystkie tytuły mistrza świata królewskiej dywizji.