4 września na gali w Los Angeles (California, Stany Zjednoczone) dojdzie do długo wyczekiwanego przez kibiców starcia pomiędzy byłym mistrzem świata kategorii ciężkiej (heavyweight) Andy’m Ruizem Jr (34-2-0), a byłym dwukrotnym pretendentem do tytułu, Luisem Ortizem (33-2-0). Pojedynek dwóch latynoskich pięściarzy będzie także eliminatorem do tytułu mistrza świata z ramienia federacji WBC, choć póki co nie jest powiedziane czy będzie to finałowy eliminator, czy może zwycięzca będzie musiał przejść przez jeszcze jedną walkę, aby zasłużyć sobie na walkę o pas.

Herman Caicedo, wieloletni trener Luisa Ortiza jest przygotowany na to, że jego podopieczny w przypadku zwycięstwa nad Ruizem, na co niewątpliwie liczy cały zespół Kubańczyka, w kolejnej walce może się on skonfrontować z Deontay’em Wilderem (42-2-1), a z racji tego, że obaj zawodnicy cały czas związani są z grupą Premier Boxing Champions, takie zestawienie jest jak najbardziej realne.

– Ortiz nie jest zorientowany w stu procentach jak Premier Boxing Champions to wszystko ustawia. Luis Ortiz jest gotowy walczyć z każdym. To prawdziwy wojownik ze starej szkoły boksu. Koniec końców, jeśli by mu powiedzieli, aby walczył z Wilderem czterdzieści razy w tygodniu, byłyby to tylko walki pomiędzy Ortizem i Wilderem. On nie ma żadnych przerw, jeśli chodzi o walki z Wilderem i nieważne czy miałby z nim walczyć trzy, pięć, czy dziesięć razy. To jest to co Luis robi całe życie i będzie to robił, dopóki nie zostanie mistrzem świata kategorii ciężkiej, co nadal jest jego głównym celem i siłą napędową do tego co robi. – powiedział Caicedo w rozmowie z FightHype.

Po raz pierwszy, Wilder spotkał się z Ortizem w 2018, gdy bronił po raz siódmy tytułu mistrza świata federacji WBC królewskiej dywizji. Po bardzo wyrównanej i emocjonującej walce, Amerykanin znokautował Ortiza w dziesiątej rundzie, dopisując do swojego recordu jubileuszowe, czterdzieste zwycięstwo na zawodowych ringach. Do rewanżu doszło pod koniec 2019, kiedy to Ortiz przegrał przez nokaut w siódmej rundzie. Do momentu przerwania, Kubańczyk prowadził na kartach punktowych u wszystkich trzech sędziów.

Autor: Michal Adamczyk