Antyboks i taniec w ringu – to jedyne słowa, jakimi można podsumować walkę wieczoru na gali w Arabii Saudyjskiej, którą mimo wszystko zdecydowanie na punkty wygrał Saul “Canelo” Alvarez (63-2-2) w starciu z Williamem Scullem (23-1-0). Meksykanin został tym samym po raz kolejny niekwestionowanym mistrzem świata dywizji super średniej (super middleweight),  choć emocji podczas walki było niczym na grzybach. 

Na palcach u obu rąk można wyliczyć liczbę ciosów, jaką obaj pięściarze wyprowadzili do czwartej rundy. Canelo, mimo, że praktycznie nieaktywny w ringu, próbował nawiązać rywalizację ze Scullem, który przez dwanaście rund uciekał przed Meksykaninem i unikał walki. Jak wyliczył CompuBox, na pełnym dystansie Alvarez wyprowadził zaledwie 152 przy 293 ze strony Sculla, co daje łącznie 445 wyprowadzonych ciosów. Niekwestionowany mistrz świata trafiał zaledwie 8 razy na głowę, zaś Scull 22. Walka bez historii i koszmarne widowisko dla wszystkich kibiców boksu zawodowego. 

Zaraz po pojedynku, do ringu wyszedł były niekwestionowany mistrz świata wagi półśredniej (welterweight), Terence Crawford (41-0-0), który stanął naprzeciw Alvareza. Do ich pojedynku dojdzie 12 września. 

Ten facet (Scull, przyp.red) próbował przetrwać i uciekał przez dwanaście rund. Nie cierpię tego typu pięściarzy. Wiem, że we wrześniu będzie zupełnie inaczej. Czuję się świetnie, że mogę walczyć z Crawfordem, to świetny zawodnik. Wszyscy pytali o tą walkę, a teraz tutaj jesteśmy. – powiedział po walce Canelo. 

Autor: Michal Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt: frontoffice@boxingzone.org