Były mistrz świata federacji IBF, kategorii piórkowej (featherweight), Kid Galahad (28-2-0) planuje powrócić między liny na przestrzeni najbliższych dwóch miesięcy, po ubiegłorocznej, sromotnej porażce z rąk Kiko Martineza (43-10-2). Przypomnijmy, że obaj zawodnicy spotkali się w listopadzie zeszłego roku, a dla Galahada była to pierwsza, co ciekawe dobrowolona obrona tytułu mistrza świata. Martinez znacznie odstawał przez pierwsze cztery rundy, aby pod koniec piątej odsłony powalić Galahada na matę ringu. Parę sekund po gongu rozpoczynającym szóstę rundę, Martinez powtórzył prawy sierpowy, którym potężnie znokautował Anglika i sensacyjnie odebrał mu mistrzowski pas.
– Martinez był w tej walce masakrowany. Powodem dla którego wygrał jest to, że nie powinienem był w ogóle walczyć w tej wadze. Tak po prostu się dzieje, że coś cię dogania. To waga mnie pokonała. Byłem w ringu z większymi zawodnikami od niego. Myślałem już w ostatnich dwóch, trzech latach o zmianie dywizji, bo coraz ciężej było mi robić wagę. – mówi Galahad w rozmowie z Sheffield Star.
Urodzony w Katarze pięściarz otrzymał szansę bezpośredniego rewanżu z Martinezem, jednakże uznał, że nie zamierza dalej startować w dywizji do 126 funtów i możemy spodziewać się, że w jego kolejnym występie zobaczymy go w wadze super piórkowej (super featherweight), lub nawet lekkiej (lightweight).
– Po prostu czuję, że nadszedł już właściwy czas. Jestem w tej wadze od dawna. Twoje ciało rośnie i zmienia się. Na przestrzeni lat, gdy trenujesz stajesz się większym mężczyzną. – powiedział Galahad.
Co ciekawe, Galahad po tym jak w sierpniu ubiegłego roku zdobywał wakujący tytuł, wygrywając z James’em Dickensem (30-4-0) nazywał się bezdyskusyjnie najlepszym zawodnikiem świata w kategorii piórkowej.