Były pretendent do tytułu mistrza świata, kategorii półciężkiej (light heavyweight) Callum Johnson (21-1-0) kończy sportową karierę. 37-latek, będący byłym pretendentem do tytułu mistrza świata, ogłosił za pośrednictwem mediów społecznościowych, iż kończy zawodową karierę, a głównym powodem takiego stanu rzeczy są problemy psychiczne, z którymi pięściarz zmaga się od jakiegoś czasu.

– No cóż…nadszedł taki dzień, o którym nigdy nie myślałem, że nadejdzie i taki, którego nigdy nie chciałem, aby nadszedł. Nie uważam, że określenie “przejście na emeryturę” będzie tutaj odpowiednim określeniem, więc powiem, że odchodzę. Chodzi o moje sprawy, brak dyscypliny i radzenie sobie z moimi własnymi problemami psychicznymi, oraz własnymi demonami. Próbowałem i jeszcze raz próbowałem, ale coś zawiodło. W tym wszystkim zawiodłem wielu ludzi, a szczególnie w tym roku. Naprawdę przepraszam i nigdy nie chciałem, aby tak to się skończyło. Szczerze mówiąc, nigdy nie spodziewałem się, że tak się to potoczy. Szczerze? Jeszcze kilka dni temu myślałem o tym, że musi istnieć jakiś sposób, aby to uratować i, aby naprawić te krzywdy, które wyrządziłem zarówno sobie, jak i tym, którzy mi pomogli. Teraz to jednak naprawdę za mało, jest po prostu za późno. Sam jestem winny temu co się wydarzyło i biorę to na siebie. Teraz muszę nauczyć się żyć bez boksu i wybaczyć samemu sobie, że zawiodłem wszystkich wokół siebie, a zwłaszcza mojego menadżera i trenera Joe Galleghera, tak samo jak moje dzieci i ojca. – przekazał pięściarz.

Callum Johnson, pod koniec 2018 roku na gali w Chicago (Illinois, Stany Zjednoczone) stoczył walkę o tytuł mistrza świata federacji IBF, kategorii półciężkiej, z broniącym po raz pierwszy tytułu Arturem Beterbievem (18-0-0). Johnson przegrał wówczas w czwartej rundzie przez nokaut, choć do momentu zakończenia pojedynku, walka była bardzo równa, a co istotne, Johnson miał wcześniej Rosjanina na deskach. Mimo to, Beterbiev, wstał i po liczeniu był gotowy do dalszej rywalizacji, ostatecznie kończąc walkę w czwartej odsłonie. Dla Johnsona, przegrana z Beterbievem była pierwszą, oraz jedyną porażką w jego zawodowej karierze.

– To zabawne, bo mój tata znów miał rację! Powiedział mi raz, a może dwa, że jedyną osobą, która mnie pokona, będę ja sam. Miał rację. Jest mnóstwo osób, którym chciałbym podziękować. Zarówno im, jak i tym, którzy mi pomogli, ale przyjdzie czas na to, żebym podziękował im w najbliższym czasie. W tej chwili nie mam pojęcia, co zrobię ze swoim życiem i potrzebuję trochę czasu, aby uświadomić sobie, że to już koniec. To jedyna część życia, jaką kiedykolwiek znałem. Życzyłbym sobie, aby skończyło się to inaczej, ale życie pisze swoje scenariusze. Ludzie powiedzą, że osiągnąłem dużo i uważam, że osiągnąłem sporo. Gdyby powiedziano mi jako dziesięciolatkowi, że osiągnę to co osiągnąłem, byłbym wtedy w siódmym niebie. Prawda jest jednak taka, że swoją karierę będę pamiętał tak, że nie zrobiłem tego co planowałem. – powiedział Callum Johnson.

Autor: Michal Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt: frontoffice@boxingzone.org, Twitter: Mike94Steek