W zakończonej w sobotę wieczorem gali w San Antonio (Teksas), Saul Alvarez (54-1-2) wygrał jednogłośną decyzją sędziów z Callumem Smithem (27-1-0) i został nowym mistrzem świata kategorii super średniej (super middleweight). Popularny Canelo odebrał Smithowi mistrzowski pas federacji WBA, oraz zdobył wakujący tytuł WBC. Zaraz po walce, Meksykanin nie krył swojej radości ze zwycięstwa.
- Wykonałem świetną robotę po trzynastomiesięcznej przerwie. Smith jest świetnym pięściarzem, ale jak widzicie, ja wykonałem świetną robotę. Jestem najlepszy na świecie. Od pierwszej rundy starałem się zobaczyć, co Smith wniesie do ringu, ale jak widzicie – pokazałem to kim jestem. Jeśli Golovkin byłby chętny na trzecią walkę, ja również jestem otwarty. Pokazałem, że walczę z najlepszymi na świecie – powiedział zaraz na gorąco po walce Canelo.
Dla Calluma Smitha, porażka z Meksykaninem jest pierwszą w zawodowej karierze. 30-letni Brytyjczyk zapowiadał przed walką, że przyjeżdża do Stanów Zjednoczonych po zwycięstwo, jednakże losy tego pojedynku nie potoczyły się tak jak Smith by sobie tego życzył. Pięściarz z Liverpoolu chciał również pomścić porażkę swojego starszego brata, którego Canelo pokonał przed czasem w 2016 roku.
- Jestem zdruzgotany. Nigdy nie chciałem przegrać. Przyjechałem tutaj, aby wygrać. To nie była moja noc. Canelo był dziś dobry. Moje ramię było już obolałe, ciągle mnie w nie uderzał, ale nie ma wymówek. Wydaje mi się, że może już nie czuję się tak dobrze w kategorii super średniej. Nie czuję swojej dominacji tak jak kiedyś, ale powtarzam: bez wymówek – Canelo jest bardzo dobry. – powiedział Callum Smith.
źródło: inf.własna/dazn