Demetrius “Boo Boo” Andrade (30-0, 18 KO) to obecnie jeden z najlepszych pięściarzy i jeden z bardziej unikanych bokserskich mistrzów świata (od jakiegoś czasu, zresztą). Już w ten piątek 19 listopada Duma miasta Providence, Rhode Island wkroczy do ringu aby po raz piąty bronić posiadanego pasa federacji WBO wagi średniej. Zadanie nie wydaje się łatwe, bowiem przeciwnik Andrade’a będzie twardy Irlandczyk z dobrym rekordem – Jason Quigley (19-1, 14 KO). Piątkową galę pokaże DAZN.

Andrade, którego korzenie sięgają Wysp Zielonego Przylądka, ma na rozkładzie m.in. Vanesa Martirosyana czy Macieja Sulęckiego. Zatem nie zabrakło pytania o tym ostatnim którego losy jak najbardziej dotyczą nas, biało-czerwonych kibiców. A więc o tym, jak i o najbliższej walce i nie tylko, niżej podpisany zapytał Demetriusa w następującej rozmowie która odbyła się wczoraj. Specjalne podziękowania dla trenera Mike’a Veloza bez którego ten wywiad by nie był możliwy. Szacunek.

Proszę niech Pan nam opisze skąd pochodzi, co w życiu przezwyciężył oraz jak próbuje Pan dotrzec do swoich kibiców.

Tak naprawdę pochodzę z bram niebios, mieszkam w stanie Rhode Island, i jestem po prostu zdeterminowany być najlepszą wersją siebie. A i robić wszystko najlepiej jak potrafię w każdy dzień co również oznacza być dobrym obywatelem oraz wypaść najlepiej jak się da.

Podejrzewam, że oglądał Pan niektóre walki Jasona Quigleya. Co Jason robi dobrze i co Pan uważa za słabości najbliższego rywala?

Nie wiem co on robi dobrze i nie za bardzo będę wiedział jakie są jego słabości dopóki nie wejdą z nim do ringu gdzie obnażę te słabości.

Jaki obiekt Pan uważa za najbardziej znaczącym miejscem gdzie stoczył walkę i dlaczego?

Zaszczytem i honorem było dla mnie wystąpienie na ringu w takim miejscu jak Madison Square Garden. Walczyłem też w Las Vegas, w Corpus Christi (Teksas, USA), biłem się również w Nowej Anglii wiele razy. Nie ma to jak się walczy u siebie przed własną publicznością, dokładnie w Providence (Rhode Island, USA) w Dunkin’ Donuts Center. Tylko raz tam wystąpiłem w całej karierze, w 2019 roku w walce z Sulęckim. To wydarzenie cieszyło się dużą frekwencją. Był to dobry wieczór boksu dla mojego miasta rodzinnego. Ale tak naprawdę ja lubię walczyć wszędzie żeby dać ludziom szansę zobaczyć talent który posiadam. 


Jeśli nie uda się Panu spotkać w jednym ringu z Canelo w najbliższym roku, z kim jeszcze chciałby Pan bardzo stoczyć pojedynek i jak ocenia szanse że taka walka dojdzie do skutku?

Niestety ale nie dano mi wybierać z kim i kiedy będę walczył ani nie dano mi zająć się tymi wszystkimi rzeczami związanymi z zakontraktowaniem rywala. Ale może Jaime Munguia który ostatnio pokonał Rosado lub też po prostu GGG czy Canelo. Kogokolwiek z tego grona uważanego za najwyższą półkę sobie życzę. Tylko wiesz, jest taki duży wybór…ale ja mogę robić tylko to co do mnie należy i kontrolować to co mogę w moim wypadku. A to oznacza jedynie wyrażenie zgody na walkę z tymi gośćmi (Canelo, GGG, Munguia – przyp. red.). 

W czerwcu 2019 roku skrzyżował Pan rękawice z Maciejem Sulęckim w arenie zwanej “The Dunk” (Dunkin’ Donuts Center – przyp. red.). Pamiętam, jak wtedy na trybunach atmosfera była elektryczna, miał Pan gigantyczne wsparcie kibiców. Mimo iż przybyło do areny wielu polskich fanów, Pana grono zdecydowanie miało przewagę liczebną nad nami. Z perspektywy czasu jak Pan ocenia Sulęckiego jako ringowego oponenta, myśli Pan że Polak jest pięściarzem który może namieszać w kat. średniej? 

W przypadku Sulęckiego to on już namieszał dzięki czemu mógł zawalczyć ze mną. On już też namieszał przez danie naprawdę kawał dobrej walki z Dannym Jacobsem jak i pokonanie tych innych gości których musiał zwyciężyć jak np. Gabriela Rosado dzięki czemu dostał szansę spotkać się w ringu ze mną. Sulęcki to rzeczywiście sprytny zawodnik który może gościom sprawiać trudności w ringu. Więc Sulęcki jest na tyle dobry jak już dotąd udowodnił.  

Co zainspirowało Pana rozpocząć bokserską karierę i czy widzi Pan dla siebie miejsce w tym sporcie po przejściu na sportową emeryturę? Jeśli tak, w jakim wymiarze? Czy może nie rozważał Pan tego jeszcze?

Obecnie już próbuję pomagać bokserom tak żeby podejmowali najlepsze decyzje doradzając każdemu to co najlepsze dla niego indywidualnie pod względem biznesowym. Natomiast gdy doczekam się sportowej emerytury to…wiesz, po prostu nie mówię że chcę stać się jak Oscar de la Hoya czy Floyd Mayweather Junior; chcę być kimś, kto przynajmniej będzie mógł poprowadzić bokserów we właściwy kierunek. Nie muszę być promotorem albo nie wiadomo kim, chcę jedynie być tą osobą w środku do której dzieciaki będą mogły przyjść aby omówić kontrakty i dostać ode mnie podpowiedzi w formie “tak” czy “nie” na temat tego czy np. pewne zmiany będą potrzebne. Bo niestety jest wielu skorumpowanych promotorów. Wstyd, że niektóre złe rzeczy się dzieją z kontraktami zawodowców; bokserów których mam na myśli to ludzie którzy tylko próbują walczyć aby mieć z czego żyć. No wstyd. Tacy promotorzy wykorzystują takich właśnie bokserów. Więc to jest na pewno coś czym bym chciał się zając w boksie – bez względu na to czy jako promotor czy nie.  

Mam nadzieję, że dostanie Pan mega walki i że będę mógł ponownie oglądać Pańskie pojedynki w “The Dunk.” Dziękuję za czas i życzę powodzenia w piątkowej walce i w pozostałej części kariery; niech Bóg błogosławi.

Dziękuję bardzo również.


ROZMAWIAŁ: JACEK DOROTA