Walka o tytuł mistrza świata federacji WBA kategorii super muszej (super flyweight) pomiędzy Juanem Francisco Estradą (42-3-0), a Joshuą Franco (18-1-2) odbędzie się w czerwcu, lub lipcu – taką informację przekazał amerykański dziennikarz Jake Donovan. Przetarg na organizację pojedynku pomiędzy dwoma pięściarzami odbył się we wtorkowe południe, a licytację wygrała grupa Golden Boy Promotions, która jako jedyna wzięła w niej udział, wykładając minimalną wymaganą kwotę w wysokości $120 000.
Federacja WBA, na którą w ostatnich latach posypało się mnóstwo w pełni zasłużonych krytycznych opinii ze względu na m.in kuriozalne sankcjonowanie walk, oraz wiele innych kompletnie niezrozumiałych posunięć, zapowiedziała kilka miesięcy temu, że podejmie niebawem działania w celu zredukowania ilości tytułów, których było zdecydowanie za dużo. Włodarze najstarszej mistrzowskiej federacji na świecie wraz z informacją z tą informacją znieśli wszystkie tytuły “Gold” (przykładowo w kategorii ciężkiej pas ten posiadał Robert Helenius, wygrywając w marcu 2020 roku z Adamem Kownackim), a kolejnym krokiem ma być “pozbycie” się tytułu “Regular”, które federacja ogłasza jako walki o “mistrzostwo świata”, a w rzeczywistości jest to ich “drugi mistrz”. Każda inna mistrzowska federacja, czyli WBC, WBO oraz IBF ma tylko jednego mistrza, co jest naturalnym dla sportu rozwiązaniem.
WBA wyznaczyła pojedynek pojedynek pełnoprawnego czempiona WBA dywizji super muszej Juana Francisco Estrady z mistrzem “Regular” Joshuą Franco w celu redukcji pasów. Zwycięzca opuści ring jako mistrz świata, a tytuł “Regular” pójdzie w zapomnienie. Federacja zapowiedziała już dwa tygodnie temu, że wyznacza pojedynek obecnego “Super Championa” WBA kategorii piórkowej (featherweight) Leo Santa Cruza (38-2-1) z mistrzem “Regular” Leigh Wood’em (26-2-0) po to, aby na koniec tylko jeden z nich został pełnoprawnym i jedynym mistrzem świata federacji WBA. Na ten moment obie strony mają jeszcze dwa tygodnie na porozumienie się w sprawie zorganizowania pojedynku, natomiast jeśli do tego czasu obie strony nie znajdą porozumienia, zostanie wówczas ogłoszony przetarg – tak jak stało się to chociażby w przypadku walki pomiędzy Estradą, a Franco.
Jeśli chodzi o czysto sportowy aspekt walki pomiędzy Juanem Francisco Estradą, a Joshuą Franco, to niewątpliwie może spodziewać się prawdziwej wojny dwóch latynoskich wojowników. Faworytem pojedynku niewątpliwie jest pierwszy z wymienionych Estrada, który może pochwalić się naprawdę wielkimi sukcesami. Meksykanin już w 2012 roku w wieku dwudziestu dwóch lat stoczył walkę o mistrzostwo świata kategorii muszej (flyweight) przegrywając po niezwykle bliskiej walce z Romanem “Chocolatito” Gonzalezem (51-3-0). Mimo ówczesnej porażki, Estrada już w kolejnej walce zdobył upragniony tytuł (a właściwie dwa, bo w stawce znalazł się zarówno pas WBO jak i WBA) i stał się absolutną gwiazdą w świecie bokserskim. W 2015 roku zdecydował się przenieść dywizję wyżej do wagi super muszej, w której również zdołał wywalczyć światowy czempionat. 32-latek w swojej ostatniej walce wygrał ze wspomnianym wcześniej Chocolatito w rewanżu po dziewięciu latach, tym razem wygrywając niejednogłośną decyzją po bardzo wyrównanej po raz kolejny walce. Do trylogicznego starcia obu pięściarzy miało dojść piątego marca bieżącego roku, jednakże pod koniec stycznia okazało się, że Estrada pozytywnie przeszedł test na covid-19, co wykluczyło go z rywalizacji.
Franco to z kolei niezwykle utalentowany i bardzo pracowity pięściarz z prawdziwie bokserskiej rodziny. 27-latek po tytuł mistrza WBA “Regular” sięgnął w czerwcu 2020 roku, pokonując na gali w Las Vegas (Nevada, Stany Zjednoczone) ówczesnego posiadacza tytułu Andrew Moloney’a (23-2-0) wygrywając jednogłośną decyzją sędziów. Do jego rewanżu z Australijczykiem doszło w listopadzie tego samego roku, gdzie Franco miał niezwykle dużo szczęścia, bowiem Moloney przez pierwsze dwie rundy niesamowicie napierał na Amerykanina, w efekcie czego obił mu oko do tego stopnia, że broniący tytułu pięściarz nie był w stanie kontynuować rywalizacji. Sędzia ringowy Russell Mora podjął wówczas skandaliczną decyzję twierdząc, że do kontuzji Franco przyczyniło się zderzenia głowami obu zawodników, wobec czego walka została uznana za nieodbytą. Komisja ze stanu Nevada przez blisko pół godzin analizowała powtórki z dwóch rund, które trwały w sumie sześć minut, a żadna z nich nie zarejestrowała zderzenia głowami. Trzecia walka pomiędzy Franco, a Moloney’em odbyła się w sierpniu ubiegłego roku. Po bardzo ciekawej rywalizacji z ręką uniesioną w górze ring opuścił Joshua Franco, który obronił zdobyty trzynaście i pół miesiąca wcześniej pas.
Autor: Michal Adamczyk