Mistrz świata organizacji WBC kategorii ciężkiej (heavyweight), Tyson Fury (34-0-1) planowo ma powrócić do ringu 17 lutego na gali w Riyadh (Arabia Saudyjska) w walce z Oleksandrem Usykiem (21-0-0). Stawką pojedynku będzie niekwestionowane mistrzostwo świata królewskiej dywizji, bowiem Ukrainiec znajduje się w posiadaniu trzech pozostałych pasów (WBA, IBF, WBO). Fury jest przekonany, że pomimo słabszej dyspozycji w poprzedniej walce, kiedy to przegrał z Franciscem Ngannou (0-1-0) niejednogłośną decyzją sędziów, będzie w stanie pokonać Usyka.

Tylko ja stoję na jego drodze do jego całkowitej dominacji nad europejskimi pięściarzami. Pokonał wszystkich Brytyjczyków, Dereka Chisorę, Anthony’ego Joshuę, Daniela Dubois. Teraz zostałem już tylko ja. Oni muszą wyciągnąć działa dalekiego zasięgu, a wtedy zobaczymy. Jeśli uda mu się mnie pokonać, a wiem, że mu się nie uda, nic nie stanie na przeszkodzie jego całkowitej dominacji. – mówi Fury w rozmowie z SkySports.

Fury ostatnim razem meldował się w ringu pod koniec października, wygrywając (według niektórych kontrowersyjnie) ze wspomnianym wcześniej Ngannou, dla którego był to debiut w boksie zawodowym. 37-letni Kameruńczyk w przeszłości dzierżył mistrzowski pas UFC w mieszanych sztukach walki. “Gypsy King” niechętnie wraca do pojedynku z Ngannou.

– Czego się po mnie spodziewaliście? Że będę leżał?. Bez względu na to, co życie narzuca, zawsze musisz iść do przodu. Wstawać i iść do przodu. To właśnie musisz zrobić. I nie myślę o walce z Ngannou. Po prostu. Jestem szczęśliwy. Zarobiłem, położyłem się, idę dalej po następne. – powiedział Fury.

Autor: Michal Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt: frontoffice@boxingzone.org