W świecie boksu zawodowego nic nie przyciąga uwagi tak skutecznie, jak słowo „rewanż”. Gdy tylko pojawia się ono w mediach, fani zaczynają snuć spekulacje, promotorzy kalkulować potencjalne zyski, a sami pięściarze rozważać, czy jeszcze raz warto wejść do tej samej rzeki. Tak właśnie dzieje się po niedawnym pojedynku pomiędzy Saulem “Canelo” Alvarezem (63-3-2) a Terence’em Crawfordem (42-0-0). Eddie Hearn, bezsprzecznie jeden z najmocniejszych promotorów współczesnego boksu, publicznie zasugerował, że chętnie zobaczyłby drugą odsłonę tego starcia. Ale tu rodzi się zasadnicze pytanie: czy taki rewanż ma w ogóle sens? Jeśli ma, to na pewno nie pod kątem sportowym.
W pierwszym starciu obu mistrzów trudno mówić o wyrównanej walce. Crawford wszedł do ringu z planem idealnym – nie tylko technicznie zdominował Canelo, ale też taktycznie rozłożył go na czynniki pierwsze. Meksykanin, który przez lata był symbolem siły, precyzji i determinacji, tym razem wyglądał jak ktoś próbujący nadążyć za rywalem z innej ligi. “Bud” neutralizował każdy jego atak, kontrolował tempo pojedynku i dyktował warunki od pierwszego do ostatniego gongu. Ostatecznie różnica w poziomie była na tyle wyraźna, że niewielu kibiców miało wątpliwości co do zwycięzcy.
W tym kontekście propozycja szefa Matchroom Boxing brzmi raczej jak ruch czysto marketingowy niż sportowa potrzeba. Promotor otwarcie przyznał, że chciałby zobaczyć Canelo próbującego „poprawić błędy” i zmienić styl, aby tym razem zagrozić Amerykaninowi. Problem w tym, że takie argumenty mają sens tylko wtedy, gdy pierwsze starcie było wyrównane, zakończyło się kontrowersyjnie lub pozostawiło więcej pytań niż odpowiedzi. Tutaj nic takiego nie miało miejsca – Crawford był lepszy w każdej płaszczyźnie, a walka nie dawała złudzeń co do tego, kto jest na ten moment lepszym pięściarzem.
Nie oznacza to oczywiście, że drugi pojedynek nie sprzedałby się. Wręcz przeciwnie – medialna siła Canelo i bezbłędna reputacja Crawforda gwarantują bardzo duże zainteresowanie, choć z pewnością nie tak duże jak przed pierwszym starciem. Ale sportowo? Druga walka niewiele wniesie. Jeśli Alvarez w jakiś sposób zdoła wygrać, pojawią się głosy, że zrobił to dzięki przewadze warunków. Jeśli ponownie przegra – historia tylko się powtórzy, a rewanż okaże się kolejnym przykładem tego, że niektóre walki są po prostu jednorazowe.
Boks to sport emocji, ale również logiki. I właśnie z tego drugiego punktu widzenia pomysł rewanżu Canelo vs. Crawford wygląda jak próba wyciśnięcia z marketingu jeszcze kilku milionów dolarów, a nie jak pojedynek, który miałby realną wartość sportową. Gdyby pierwsze starcie było wyrównane, zakończyło się niejednogłośną decyzją albo pozostawiło niedosyt, druga walka byłaby naturalnym krokiem. Jednakże po tak wyraźnej dominacji Crawforda trudno oprzeć się wrażeniu, że rewanż to bardziej spektakl niż prawdziwa potrzeba.
Autor: Michal Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt: frontoffice@boxingzone.org