Jutrzejsza sobota będzie z pewnością interesującym dniem dla wszystkich kibiców boksu zawodowego na całym świecie. Podczas gali w Riyadh (Arabia Saudyjska) organizowanej przez Turki’ego Alashikha przy promocji Eddie’ego Hearna i Franka Warrena, zobaczymy kilka ciekawych zestawień, a w walce wieczoru czeka nas konfrontacja pomiędzy Mosesem Itaumą (12-0-0), a Dillianem Whyte’m (31-3-0). Ponadto na karcie walk nie zabraknie także pojedynku o tytuł mistrza świata, a mowa tutaj o obecnym czempionie organizacji WBA, kategorii piórkowej (featherweight), Nicku Ballu (22-0-1), który skrzyżuje rękawice z Samem Goodmanem (20-0-0). 

Itauma to bez wątpienia zawodnik, który budzi ogromne emocje i przez wielu zarówno kibiców, jak i ekspertów widziany jest jako przyszły mistrz świata wagi ciężkiej (heavyweight). Zaledwie 20-letni Brytyjczyk z każdym kolejnymn występem udowadnia, że nikt nie ma prawa go lekceważyć i nokautuje swoich rywali raz za razem, siejąc postrach w królewskiej dywizji. Dla Itaumy, sobotnia walka z Whyte’m, będzie bezsprzecznie największym wyzwaniem w jego dotychczasowej karierze, oraz największą póki co szansą na wypłynięcie na szerokie wody. 

Włożyłem w to wszystko mnóstwo pracy i doszedłem do tego etapu. Uważam, że Dillian Whyte to dobry zawodnik. Szanuję każdego w tym biznesie, ale to tylko biznes. Długo nie sądziłem, że do tej walki dojdzie, ale jesteśmy tutaj i gotowi do działania. Szczerze mówiąc, nie wywieram zbyt dużej presji na wynik walki. Znam swój plan. Wiem, co muszę zrobić. Moim zadaniem jest po prostu tam wejść i to zrobić. Cokolwiek się stanie w sobotę wieczorem, niech tak będzie. Wszyscy tu jesteśmy w wadze ciężkiej. Każda walka może się skończyć w każdym momencie i nie mam złudzeń. Wiem, jakie zagrożenie stanowi Whyte. Nie ignoruję go i traktuję go poważnie. – wypowiadał się z szacunkiem do swojego rywala, Itauma podczas konferencji prasowej. 

Whyte ma za sobą ciężki okres, bowiem od czasu walki z Tysonem Fury’m (34-2-1), gdzie po raz pierwszyci jak dotąd jedyny dostał szansę walki o tytuł mistrza świata z ramienia organizacji WBC w 2022 roku, jego kariera znacznie przystopowała. Ku przypomnieniu, Whyte przegrał wówczas już w szóstej rundzie przed czasem, a do ringu powrócił w walce z Jermainem Franklinem (23-2-0), odnosząc wątpliwe zwycięstwo niejednogłośną decyzją sędziów. Po dwóch mało istotnych zwycięstwach przed czasem nad rozbitym i nigdy wybitnym Christianem Hammerem (27-12-0) oraz niejakim Ebenezerem Tettehem (23-3-0), Whyte otrzymał propozycję walki z Itaumą, której nie ma zamiaru zaprzepaścić. 

Miałem kilka walk wieczoru, kilka walk pay-per-view, ale wiecie, że przede mną jeszcze wiele do osiągnięcia i do gonienia w tej grze. Nie usiadłem, nie zastanowiłem się nad swoją karierą i nie pomyślałem o tym i tamtym. Jestem kimś, kto nie powinien tu być, nigdy nie miałem świetnej kariery amatorskiej, bez wsparcia. Jestem dzieciakiem z Jamajki, którego wiele razy skreślano, który miał umrzeć, zanim dożyję dwudziestki. Ale jestem tutaj, robię swoje, więc co więcej mogę powiedzieć? Poczekajcie do soboty, żeby się przekonać. Nie będę tu siedział i mówił tego i tamtego. Zawsze przychodzę walczyć, nic się nie zmieniło. Zawsze staram się znaleźć sposób na zwycięstwo, zawsze staram się znaleźć sposób i dać z siebie wszystko w ringu. Nic się nie zmieniło. – powiedział Whyte. 

Podczas sobotniej nocy, do ringu powróci także inny były pretendent, choć do tymczasowego pasa z ramienia IBF. Chodzi oczywiście o Filipa Hrgovica (18-1-0), który w walce właśnie o ten tytuł zderzył się ze ścianą, którą okazał się być Daniel Dubois (22-3-0). Chorwat został znokautowany w ósmej rundzie, lecz udanie powrócił w kolejnym pojedynku, pokonując na punkty Joe Joyce’a (16-4-0). W sobotę Hrgovic powróci w walce z Davidem Adeleye’m (14-1-0), który dogryzał Chorwatowi, iż ten był już raz liczony w walce z Zhilei’m Zhangiem (27-3-1). 

Zhang mnie nie powalił. To było poślizgnięcie, on mnie popchnął. Jeśli obejrzycie nagranie, to widzicie, że nie było to prawdziwe powalenie. Dubois mnie nie powalił, walka została przerwana z powodu rozcięcia. Nigdy w swojej karierze nie byłem liczony. Czuję się bardzo silny, bardzo pewny siebie. Do tego stopnia, że mogę go zniszczyć.– mówi Hrgovic. 

Kariera Adeleye’a bądź co bądź jest mocno pompowana przez jego promotora Franka Warrena, a efektów zbyt wielu póki co nie widać. Anglik co prawda ma czym uderzyć, ale w jego boksie nie widać znaczącego rozwoju. Gdy przyszło mu zmierzyć się z Fabio Wardley’em (19-0-1), przegrał po jednostronnym pojedynku na korzyść rywala już w siódmej rundzie przez techniczny nokaut. Sobotnia walka z Hrgovicem, jest dla Adeleye pojedynkiem o “być albo nie być” w boksie na konkretnym poziomie. W stawce znajdzie się pas WBO International królewskiej dywizji. 

Przypuszczam, że to skok na wyższy poziom, bo oczywiście jest lepszy od moich poprzednich przeciwników. Ale koniec końców to kolejny człowiek, a jedynym, którego się boję, jest Bóg. Myślę, że sobotni wieczór będzie udany dla kibiców. W sobotę wieczorem nie sprzedam walki. W sobotę wieczorem wszyscy zobaczą, co się wydarzy. – przekazał Adeleye. 

Jak już wspomnieliśmy wcześniej, podczas sobotniej gali nie może zabraknąć mistrzowskiego pojedynku. W swojej trzeciej obronie pasa WBA, kategorii piórkowej zobaczymy Nicka Balla, który skrzyżuje rękawice z Samem Goodmanem. Broniący tytułu Anglik, bardzo niski, bo mierzący zaledwie 157 centymetrów udowadnia jednak z każdą walką, że wzrost nie jest dla niego przeszkodą, aby rywalizować ze znacznie wyższymi rywalami, a takim jest chociażby Goodman, mierzący 169cm. 

Boks to nie są żarty, to poważna sprawa, a kiedy wkładasz w to sto procent tak jak ja, wiesz, jak poważna jest walka i jak poważnie ją traktujemy. Nie mogę się doczekać. Cieszę się, że wróciłem do Riyadh i bronię pasa. To tutaj go zdobyłem, więc to dla mnie wyjątkowe miejsce. Szczerze mówiąc, nie wiem co myślę na temat Goodmana. Nie myślę o nim za dużo. Jest niepokonany, jest głodny walki, walczy, ale nie tak jak ja. Zapowiada się ekscytujący wieczór. – mówił Ball. 

Goodman od kilku lat prezentuje bardzo solidny poziom, wygrywając z każdym kolejnym przeciwnikiem, z jakim idzie mu się mierzyć. W połowie maja, Australijczyk zdecydował się na awans z kategorii super koguciej (super bantamweight) do piórkowej, wygrywając jednogłośnie na punkty z Cesarem Espinozą (19-2-1). Teraz stanie on przed największą szansą w swojej dotychczasowej karierze i co istotne, będzie to dla niego pierwsza walka poza granicami rodzinnej Australii. 

To nie będzie moja pierwsza walka w wadze piórkowej, byłem już w takiej dywizji, bywałem też cięższy, więc to nic nowego. Ale przede mną stoi dobry facet i to szansa, na którą długo czekałem. Przygotowywałem się do tego momentu całe życie i nie zamierzam tego zmarnować. Jestem tu, żeby wygrać tę walkę, jestem tu, żeby dobrze się z nim rozprawić. Proste. Walczył z dobrymi zawodnikami, ale jak powiedziałem, ja jestem inną zagadką. Wiem, że to twardy zawodnik i to dla mnie również trudne wyzwanie, ale jestem na nie gotowy i wierzę, że mogę wygrać. – powiedział Goodman. 

Początek całej gali zaplanowany jest na godzinę 11:45AM czasu środkowoamerykańskiego (18:45 czasu polskiego), a bezpośrednią transmisję z wydarzenia przeprowadzi platforma streamingowa DAZN w systemie Pay-Per-View. 

Photo: Leigh Dawney/ Queensberry Promotions

Autor: Michal Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt: frontoffice@boxingzone.org