Podczas sobotniej nocy w San Antonio (Texas, Stany Zjednoczone) na gali w AT&T Center, w walce wieczoru zobaczyliśmy Jermella Charlo (34-1-1), który w walce unifikacyjnej o cztery tytuły mistrza świata podejmował Briana Castano (17-0-2). Ich dwunastorundowy pojedynek zakończył się nieco kontrowersyjnym remisem, a o takim stanie rzeczy zadecydowały ostatnie rundy. Znajdujący się w posiadaniu mistrzowskiego pasa WBO kategorii super półśredniej (super welterweight) Castano niemalże przez całą walkę wywierał presję na Charlo zadając dużo celnych ciosów, choć ostatnie rundy należały już do Amerykanina.
– Wygrałem tę walkę. Było kilka rund, w których mnie trafił i trafił mocno, ale ja wygrałem tę walkę. Byłem trafiony w dziesiątej rundzie i musiałem dojść do siebie. To samo było na początku jedenastej rundy, choć zrobiłem wystarczająco dużo, aby wygrać ten pojedynek. – powiedział do kamery zaraz po walce Castano.
Warto zwrócić jednak uwagę na punktację Nelsona Vazqueza, który przyznał zwycięstwo Charlo w stosunku 117-111, co jest kompletnym absurdem nie do przyjęcia. Steve Weisfeld punktował 114-113 na korzyść Castano, zaś na karcie Tima Cheathama widniał wynik 114-114. Jeśli chodzi po poziom pojedynku, zasługiwał on z pewnością na miano mistrzowskiej walki, jednakże końcowa decyzja pozostawia wiele do życzenia. Charlo z kolei twierdzi, że to on był lepszym zawodnikiem tego wieczoru i to jemu należało się zwycięstwo. W każdym razie można spodziewać się tego, że Castano będzie zabiegał o rewanż z Charlo.
– Zadawał bardzo dużo ciosów. Moje umiejętności i siła – czułem, że wygrałem tę walkę i zasługuję na to, aby wrócić do domu jako niekwestionowany mistrz. Cieszę się, że walczyłem w walce o niekwestionowane mistrzostwo świata. To coś innego, nadal mam moje tytuły. Nie mogę doczekać się, kiedy wrócę do domu, do moich dzieci. Zrobię sobie przerwę od boksu, a potem wrócę do mojej karty z planami i zobaczę co dalej. – powiedział na gorąco Charlo.