Podczas sobotniego popołudni na gali w Hollywood (Floryda, Stany Zjednoczone), Demetrius Andrade (30-0-0) bez większych problemów uporał się z Liamem Williamsem (23-3-1) i obronił po raz czwarty tytuł mistrza świata WBO, kategorii średniej (middleweight).  Brytyjczyk przed walką zapowiadał nokaut na Andrade, choć Amerykanin nie dał się zaskoczyć i pewnie wypunktował Williamsa. 

Demetrius jest bardzo dobrym pięściarzem, lepszym niż myślałem. Jest bardziej śliski, niż wygląda to w telewizji. Nie mogłem rzucać moimi ciosami i kombinacjami. Czułem, że go zraniłem, ale on za każdym razem uciekał zanim mogłem dojść do końca. – mówił po walce Williams. 

Mimo, że to Brytyjczyk zapowiadał nokaut na Amerykaninie, sam zaliczył deski już w drugiej rundzie, choć wstał i boksował kolejne dziesięć rund. Williams momentami chciał postraszyć Andrade, choć sam sporo przyjmował, ale co warto zaznaczyć – wykazał się odpornością i liczy on na to, że w przyszłości dostanie jeszcze szansę walki o najwyższe trofea. 

Wiem, że jestem twardy i mam czym uderzyć. Wiem, że przyjąłem jego najmocniejszy strzał w drugiej rundzie, więc nie miałem się czego bać. Nie czuję, abym musiał iść krok w tył. Uważam, że jestem na światowym poziomie. Wiem, że trochę mu pokazałem podczas tej walki, ale on jest dobry. – powiedział Williams.