W sobotnią, noworoczną noc, były dwukrotny pretendent do tytułu mistrza świata, kategorii ciężkiej (heavyweigh), Luis Ortiz (33-2-0) pokonał w walce wieczoru na gali w Hollywood (Florida, Stany Zjednoczone), Charles’a Martina (28-3-1) w eliminatorze federacji IBF, i odniósł niezwykle cenne zwycięstwo, mimo, że przegrywał na kartach punktowych u wszystkich sędziów.
Początek walki należał zdecydowanie do Martina. Amerykanin powalił Ortiza na deski już w pierwszej rundzie, następnie to Kubańczyk wywierał presję, by po raz kolejny zaliczyć nokdaun w czwartej rundzie. W szóstej odsłonie byliśmy świadkami bardzo nietypowej sytuacji. Po lewym prostym ze strony Ortiza, Martin stanął przy linach niemalże nieprzytomny. Gdy wydawało się, że sędzia ringowy, Frank Santore przerwie pojedynek, Ortiz atakował swojego przeciwnika serią ciosów, powalając go ostatecznie na matę ringu.
Po wybitnie długim liczeniu, które z pewnością przekroczyło regulaminowe dziesięć sekund, prawdopodobnie nieświadomy niczego Martin zgłosił dalszą gotowość walki. 42-letni Ortiz nie zastanawiając się ani chwili, ruszył na Amerykanina serią ciosów, po czym posłał go na deski po raz kolejny. Sędzia zdecydował się wówczas zakończyć pojedynek. Zaraz po walce, Ortiz, który miał w sobotni wieczór sporo szczęścia, oznajmił po walce, że jest gotowy na każdego zawodnika z królewskiej dywizji, również na konfrontację ze swoim rodakiem, Frankiem Sanchezem (20-0-0), którego również oglądaliśmy podczas sobotniej gali. 29-latek bez błysku, choć pewnie wypunktował Christiana Hammera (26-9-0).
– Każdy z wagi ciężkiej jest brany pod uwagę. Jestem gotowy na każdego. Mogę walczyć z Frankiem Sanchezem, jeśli Frank by tego chciał, choć uważam, że to byłoby trochę nie w porządku, mając na uwadze to, że nie ma wielu Kubańczyków w wadze ciężkiej. Są w miejscu, z którego nie mogą się wydostać, czyli z Kuby, więc to nie byłoby sprawiedliwe. – mówi Ortiz.
Wspomniany przez Ortiza, Sanchez, czyli bezsprzecznie jeden z najlepiej zapowiadających się zawodników kategorii ciężkiej, uciekł kilka lat temu z Kuby do Meksyku, a następnie dostał się do Stanów Zjednoczonych, gdzie mieszka po dziś dzień. Ortiz rzucił wyzwanie czołowym zawodnikom królewskiej dywizji, a wśród nich znaleźli się m.in Dillian Whyte (28-2-0), czy mistrz świata federacji WBC, Tyson Fury (31-0-1).
– Chcę walki z Andy’m Ruizem, z Dillianem Whyte’m. Usyka i Joshuy nie wyzywam, bo wiem, że mają rewanż, ale spójrzcie na Fury’ego? On nie ma przeciwnika. Jeśli ktoś inny chce walczyć, walczmy. Będę walczył z każdym. – dodał Ortiz.
źródło wypowiedzi: esnews