Bardzo smutne wieści napływają do nas z z Oklahoma City (Oklahoma, Stany Zjednoczone). W wieku 38 lat, w wyniku powikłań po operacji gardła, odszedł z tego świata pięściarz Carson Jones (44-16-3). Amerykanin przez większość kariery startował w wadze półśredniej (welterweight) i to tam świętował swoje największe sukcesy, i choć swojego czasu był bardzo solidnym zawodnikiem, szansy na walkę o tytuł mistrza świata nigdy nie otrzymał. 

Jones szerzej pokazał się światu w połowie 2012 roku, kiedy to wybrał się do Anglii na walkę z wchodzącym na salony przyszłym wówczas mistrzem świata, Kellem Brookiem (40-3-0). Mało brakowało, a Jones sprawiłby sporą niespodziankę. Po niezwykle zaciętejci krwawej walce o pas IBF International, podczas której obaj pięściarze stracili sporo zdrowia, sędziowie przyznali niejednogłośne zwycięstwo Brookowi. Kibice domagali się jednak rewanżu, w efekcie czego obaj pięściarze po raz kolejny spotkali się w ringu. W drugim pojedynku Anglik nie pozostawił wątpliwości, nokautując Jonesa w ósmej rundzie. 

Ten facet był prawdziwym wojownikiem i przyjemnie było dzielić z nim bokserski. Moje serce jest z rodziną Jonesów. Spoczywaj w pokoju, mój wspaniały bracie. – napisał w mediach społecznościowych Kell Brook. 

Następnie, kariera Jonesa opierała się na wzolotach i upadkach. W późniejszych latach swojej kariery, głównie od 2017 roku jego kariera nie toczyła się już tak jak sam zawodnik by sobie życzył. Swoją ostatnią walkę, Amerykanin stoczył niespełna półtora roku temu, wygrywając z niejakim Jamesem Warrenem na gali w rodzinnym Oklahoma City. Później dowiedział się on, iż cierpi na rzadką, choć poważną chorobę zwaną achalazją, zaś wcześniej leczył się z alkoholizmu. W środowisku pięściarskim był uznawany za człowieka niezwykle dobrego i życzliwego. Redakcja BoxingZone.org przekazuje kondolencje rodzinie zmarłego. 

Autor: Michal Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt: frontoffice@boxingzone.org